piątek, 9 października 2015

Depozyt myśli - pierwsze studenckie dni za mną


Mówią, że to najpiękniejszy okres w życiu. Na każdym kroku powtarzają, że to tutaj zawiążą się przyjaźnie na całe życie. Studia. Czas odrywania nowych pokładów wiedzy, nauczenia się samodzielności, ale także zabawy, no bo w końcu młodość. Trzeba szaleć. 

Od dawna zastanawiałam się jak to będzie. Zacząć w zasadzie dorosłe życie, bo po osiemnastych urodzinach zmienia się niewiele. A teraz opuszcza się rodzinne gniazdo i idzie w świat. Sprawa poważna, że ho ho. 

Dziś minie 12 dzień mojego dorosłego - studenckiego życia. Czy mi się podoba? I tak, i nie. Z jednej strony poznaje tłum ludzi. Niektórzy niosą ze sobą takie historie, że aż nie mogę się nadziwić, jak ironiczny potrafi być los. Uczę się też w większości rzeczy, które mnie interesują. No i te zajęcia z anatomii w prosektorium, gdzie choć nie dotknę ludzkich preparatów, to mogę je chociaż obejrzeć i wykorzystać w nauce ( no i wzdychać, przechodząc obok sali, gdzie medycy wykonują swoją pierwszą sekcję). Nie jest nawet tak źle z tęsknotą za domem, czas dosłownie przecieka mi tu przez palce. 
Jednak dobija mnie to, że przepełnia mnie ogromna niepewność, a moją głowę zalewają setki pytań, na które nie umiem odnaleźć odpowiedzi. Mówię tu zarówno o sprawach prozaicznych, jak nauka, bo w zasadzie nie wiem czego profesor będzie wymagać, jakie informacje są istotne i niezbędne. Przyłączam się do głosów krytykujących wcześniejsze stopnie edukacji, za to, że nie uczą jak się uczyć. Ale to może temat na oddzielny post. Jednak wiem, że z tym z czasem sobie poradzę. 
Najgorsza jest jednak niepewność. Najbliższe 270 dni ( do wyników matur) to dla mnie czas jednej wielkiej niewiadomej. To trochę przerażające, zwłaszcza, że osoby, które dobrze mnie znają, wiedzą, że ja muszę wszystko planować i wszystko mieć pod kontrolą. 

Problematyczny bywa też akademik. Szczególnie dla tak imprezowej jak ja osoby. Ale uczę się zasypiać ze stoperami, więc myślę, że z czasem przywyknę.

Czy żałuję, że wyjechałam na studia, choć mogłam ten rok spędzić w domu? Absolutnie nie! Wiem, że teraz miałabym ogromne wyrzuty sumienia nie ruszając się z miejsca i nie miałabym zupełnie motywacji do powtórek. I teraz z  czystym sercem przyznaję racje mojej polonistce, która w trakcie rozmowy zapewniła mnie, że podjęłam właściwą decyzję: najgorsze co może człowiek zrobić to stać w miejscu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.