poniedziałek, 23 listopada 2015

Coming home....

W zasadzie mogłabym napisać tylko to, że wracam do domu. Rezygnuję ze studiów, pakuje walizki, zostawiam Łódź. Ale chcę też powiedzieć dlaczego. I choć ktoś może uznać tego rodzaju wpis, za żałosne przemyślenia rozczarowanej dziewczyny, to jednak ostatnio przeczytałam, że pisanie jest formą terapii i postanowiłam podzielić się swoimi emocjami.

Dlaczego, choć dwa tygodnie temu ukazał się wpis, że jednak studiowanie to lepsza opcja, zdecydowałam się na powrót do domu? Bo studia nie okazały się lekiem na cale zło. Powrót do domu też tym z pewnością nie będzie, jednak po tygodniu spędzonym u siebie zobaczyłam lekką poprawę, a po ponownym przyjeździe do Łodzi przyszło kolejne załamanie.


Wiele osób tego nie rozumie. Przecież tylko nie dostałam się na medycynę. Nic strasznego. Spotkało to tysiące maturzystów. Wiele osób nie spełniło swojego marzenia. Poprawię i dostanę się następnym razem. Przecież to tylko rok. Każdy pociesza jak może, lecz mimo starań mojej rodziny i M. moje samopoczucie się nie poprawia, ilość przepłakanych nocy zamiast zmniejszać się rośnie w zastraszającym tempie. Liczyłam, że studia, nowe miasto, nowi ludzie, to wszystko co związane z wyjazdem jakoś odwróci moją uwagę, pozwoli jakoś zapomnieć o tym smutku i rozczarowaniu. Tak się jednak nie stało i w obecnym stanie wiem, że będąc dalej w Łodzi nie znajdę w sobie tyle siły, żeby zebrać się do nauki i poprawić tę maturę. Stąd ta decyzja. Czy jest dobra? Zdania są podzielone. Ci, którzy znają skalę problemu są za powrotem, reszta uważa, że to głupota. Kto ma rację, okaże się za kilka tygodni, kiedy będę już w domu.

I może kogoś bawi moja zmienność decyzji. Może ktoś ma mnie teraz za rozpieszczonego bachora, który nie wie czego chce. Jednak zamieszczam ten post, by po pierwsze samej poczuć się lepiej, bo ubranie czegoś w słowa rzeczywiście pomaga, a po drugie, by ktoś kto być może jest w podobnej sytuacji wiedział, że nie jest sam i są osoby, które go zrozumieją. Bo pewnych rzeczy nie można zrozumieć, jeśli się ich nie doświadczy...

I'm coming home
I'm coming home
Tell the World I'm coming home
Let the rain wash away all the pain of yesterday
I know my kingdom awaits and they've forgiven my mistakes



***
Będę dla Was oczywiście dalej pisać. Mam nadzieję, że już bardziej optymistyczne posty.


niedziela, 8 listopada 2015

Poprawa matury #2 - może jednak zostać w domu

Z uwagi na ponowne maturalne rozgoryczenie, postanowiłam napisać kolejny post w tej serii. A mianowicie rozwinąć kwestię tego, czy zostawać w domu, czy wyjechać na studia. Ostatnio, wracając do domu na długi weekend, byłam bliska zabrania ze sobą wszystkich walizek i musiałam długo się zastanawiać co tu ze sobą zrobić.

Tak więc piekąc w poprzednią niedzielę brownie punktowałam sobie plusy i minusy każdej z sytuacji. Wyszło w zasadzie neutralnie, czyli i tak źle, i tak niedobrze. Ale może po kolei. W domu mogłabym skupić się tylko na nauce do matury. Nie tęskniłabym też za bliskimi i zdecydowanie odciążyłabym rodziców finansowo. Tęskniłam bym jednak za M., nie miałabym z kim kompletnie się spotkać, gdyż cała moja paczka wyjechała na studia. No i pewnie z nadmiarem czasu popadłabym w błogie lenistwo i kompletny brak motywacji do nauki.
Będąc w Łodzi, na studiach, co prawda nie tęsknie za M. i mam obowiązki, które zmuszają mnie jakoś do pracy to jednak ta sytuacja mnie nie zadowala. Nie narzekam  na brak czasu na przygotowania do matury. Mam też przedmioty, które w jakimś stopniu mogą mi się przydać. Po prostu wewnętrznie czuję, że jestem aktualnie na złym miejscu w swoim życiu. I czasem, aż chce się rzucić to wszystko, wrócić do domu, zakopać pod kołdrą i powiedzieć światu, żeby odezwał się do mnie za rok...
I choć wszyscy pocieszają, że to tylko rok, zleci szybko i na pewno się dostanę, to takie słowa wsparcia bardziej denerwują niż pomagają. Choć wiem, że nikt nie ma złych intencji, to jednak widzę, że nikt tej sytuacji też nie zrozumie, dopóki się w niej nie znajdzie.

I pewnie jeszcze wiele razy będę się zastanawiać co zrobić. Na razie studia wydają się ciut lepszą opcją. Zobaczymy, co będę twierdzić pod koniec tygodnia...