niedziela, 8 listopada 2015

Poprawa matury #2 - może jednak zostać w domu

Z uwagi na ponowne maturalne rozgoryczenie, postanowiłam napisać kolejny post w tej serii. A mianowicie rozwinąć kwestię tego, czy zostawać w domu, czy wyjechać na studia. Ostatnio, wracając do domu na długi weekend, byłam bliska zabrania ze sobą wszystkich walizek i musiałam długo się zastanawiać co tu ze sobą zrobić.

Tak więc piekąc w poprzednią niedzielę brownie punktowałam sobie plusy i minusy każdej z sytuacji. Wyszło w zasadzie neutralnie, czyli i tak źle, i tak niedobrze. Ale może po kolei. W domu mogłabym skupić się tylko na nauce do matury. Nie tęskniłabym też za bliskimi i zdecydowanie odciążyłabym rodziców finansowo. Tęskniłam bym jednak za M., nie miałabym z kim kompletnie się spotkać, gdyż cała moja paczka wyjechała na studia. No i pewnie z nadmiarem czasu popadłabym w błogie lenistwo i kompletny brak motywacji do nauki.
Będąc w Łodzi, na studiach, co prawda nie tęsknie za M. i mam obowiązki, które zmuszają mnie jakoś do pracy to jednak ta sytuacja mnie nie zadowala. Nie narzekam  na brak czasu na przygotowania do matury. Mam też przedmioty, które w jakimś stopniu mogą mi się przydać. Po prostu wewnętrznie czuję, że jestem aktualnie na złym miejscu w swoim życiu. I czasem, aż chce się rzucić to wszystko, wrócić do domu, zakopać pod kołdrą i powiedzieć światu, żeby odezwał się do mnie za rok...
I choć wszyscy pocieszają, że to tylko rok, zleci szybko i na pewno się dostanę, to takie słowa wsparcia bardziej denerwują niż pomagają. Choć wiem, że nikt nie ma złych intencji, to jednak widzę, że nikt tej sytuacji też nie zrozumie, dopóki się w niej nie znajdzie.

I pewnie jeszcze wiele razy będę się zastanawiać co zrobić. Na razie studia wydają się ciut lepszą opcją. Zobaczymy, co będę twierdzić pod koniec tygodnia...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.