środa, 28 grudnia 2016

2016/2017


Nowy Rok za pasem, a jak wiadomo przy tej okazji nadchodzi czas na podsumowania i postanowienia, choć ja wolę używać określenia cele. I choć jak wiadomo, pewnie nie wszystkie z nich uda się zrealizować, bo do części w połowie stycznia braknie już zapału (ah, ten optymizm), to postanowiłam się z Wami podzielić moimi pomysłami.



sobota, 17 grudnia 2016

Arkusze maturalne z chemii - jak je rozwiązywać?



Choć wszyscy czują już zapewne świąteczną atmosferę i w głowach kotłują się przepisy na pierniczki i melodie kolęd, postanowiłam ostatni raz w tym roku pomęczyć Was maturalnymi tematami i przygotować post o rozwiązywaniu arkuszy maturalnych z chemii. Wcześniej pisałam o tym, jak rozgryźć biologiczne maturki i sporą część podstawowych informacji, jak zabrać się do tego od strony technicznej, znajdziecie właśnie w tym wpisie :Wiedza tajemna - jak rozwiązywać arkusze maturalne z biologii.
Dziś skupię się konkretnie na tym jak rozwiązywałam arkusze z chemii. A zaczęłam równo z biologią, czyli w okolicach połowy grudnia i leciałam wszystkie możliwe, jakie tylko udało mi się znaleźć.

Z chemią jest o tyle łatwiej, że nie trzeba zazwyczaj pisać odpowiedzi pod klucz, gdzie jedno złe słowo może oznaczać wyzerowanie zadania. Ale, wraz z nową maturą, natrafiamy na inną trudność, a mianowicie, bardzo rozbudowane zadania, często za 1 punkt. Trzeba więc sporo i bezbłędnie się napracować, by go zdobyć, więc nie polecam pobłażania sobie w trakcie sprawdzania swoich prac i przyznawania punktów, gdy pomylimy chociaż jeden współczynnik w reakcji.

Podobnie jak biologię, chemię rozwiązywałam na czas, a potem brałam się za sprawdzanie. W tym momencie chciałabym zwrócić Waszą szczególną uwagę na czas. Właśnie podliczyłam, że na tegorocznej maturze mającej 41 zadań – a po podliczeniu wszystkich podpunktów było ich 52, na jedno zadanie wychodzi Wam trochę ponad 3 minuty. Dodajcie sobie teraz do tego teksty źródłowe na całą stronę. Może zabrzmi to już nieco paranoicznie, ale dobrze jest rozwiązywać zadania z chemii, nie tylko te maturalne, ze stoperem w ręku. Im niższy czas osiągniecie, przy dobrym rozwiązaniu tym lepiej. Czasem wydaje mi się, że matura zamiast wymagać od nas myślenia, wymaga liczenia i przetwarzania informacji jak komputer.

 Źle wykonane zadania, poprawiałam na kolorowo, a wyjątkowo problematyczne dla mnie zadania zapisywałam w osobnym zeszycie, by móc szybko do nich wrócić. Rozwiązywanie arkuszy uświadamiało mi też, z jakimi pojęciami, czy działami mam większy problem i wtedy zazwyczaj brałam podręcznik, by doczytać teoretyczne informacje, a potem zazwyczaj sięgałam po Witowskiego i klepałam kilkadziesiąt zadanek tego typu, by nauczyć się konkretnego schematu. Im więcej zadań przerobimy, tym większa szansa, że na prawdziwej maturze, gdzie dochodzi stres, nic nas nie zaskoczy.

Uważam również, że kiedy już skończymy wszystkie arkusze CKE, warto sięgnąć po te z rozmaitych wydawnictw. Być może ich wynik nie będzie miarodajny, ale można w nich często znaleźć nieco mniej schematyczne i oklepane zadanka, a jak pokazała tegoroczna matura z chemii, w zasadzie nie wiadomo czego można się po CKE spodziewać.  Warto więc skupić się też na teorii i dobrze poznać mechanizmy reakcji, by zwyczajnie nie dać się zaskoczyć.

Pod koniec kwietnia przejrzałam ponownie matury, rozwiązywałam zadania, które sprawiały mi trudność i za ich pomocą czyniłam też ostatnie szlify mojej wiedzy. Mam nadzieję, że ten post był przydatny, a jeżeli macie jakiekolwiek pytania – piszcie śmiało :). 



wtorek, 6 grudnia 2016

Korepetycje - gwarant sukcesu, czy strata pieniędzy?

Poprosiłam Was na IG, o wybranie tematu na post i zgodnie z mikołajkową obietnicą przychodzę do Was z takim małym „prezentem”. Będzie dziś o korepetycjach, a choć sama nigdy na korki ani z biologii, ani chemii nie uczęszczałam, mam sporo wniosków po obserwacji znajomych, sama chodziłam na dodatkową matematykę, a i zdarzało mi się występować w roli korepetytora. Na początku zaznaczam, że przedstawiam tutaj swoje zdanie i nie musicie się z nim zgadzać. Zapraszam więc do kulturalnej dyskusji.

czwartek, 1 grudnia 2016

Biały fartuch, zapach formaliny i mdlejący studenci czyli...


Wchodzisz do szarego, odrapanego budynku. Od progu uderza Cię duszący zapach formaliny. Zdajesz w szatni kurtkę, zakładasz biały fartuch. Idziesz wąskim korytarzem w gronie niemrawo wyglądających studentów nerwowo przeglądających swoje notatki. Schodzicie do piwnicy. Zapach robi się coraz bardziej intensywny, zaczynasz czuć mdłości. Zimne, białe światło migoczącej świetlówki podkreśla zielony kolor twarzy koleżanki z grupy. W końcu są. Drzwi z ogromnym napisem PROSEKTORIUM.

sobota, 26 listopada 2016

Metody nauki cz. I


Często pytacie mnie, w jaki sposób się uczę. Ponieważ ostatnio zauważyłam, że mój mózg coraz szybciej przyswaja coraz większe partie materiału, pomyślałam, że warto w końcu odpowiedzieć na Wasze pytanie. Wydaje mi się, że moje metody są powszechnie znane i dla nikogo nie będą one zaskoczeniem.  Może jednak będą dla kogoś inspiracją do wypróbowania czegoś nowego w swoim sposobie nauki.
W pierwszej części opiszę te sposoby i zasady nauki, z których korzystam i które się u mnie sprawdzają, a drugą poświęcę na te, które nie znalazły u mnie zastosowania, albo takie o których słyszałam, lecz nigdy ich nie wypróbowałam.


piątek, 18 listopada 2016

Na długie jesienno-zimowe wieczory...

Jesienno-zimowe wieczory to czas, kiedy najchętniej zachomikowałabym wokół siebie dużo pysznego jedzenia, schowała się pod kocykiem z dobrą książką i poprosiła Świat by przypomniał sobie o mnie na wiosnę. Bo o ile kocham złocistą jesień, to w tym roku nie miałam okazji się nią nacieszyć i powoli zaczynam odczuwać listopadowy marazm.  Przychodzę więc dzisiaj do Was z propozycjami, które mam nadzieję komuś umilą ten czas. W końcu to, że o 16 wypada już chyba mówić dobry wieczór, a plucha i chłód za oknem nie zachęca do wychylania nawet czubka nosa z dziupli, to nie powód by psuć sobie humor.


piątek, 11 listopada 2016

Chemia - moja nauka w liceum i w trakcie gap year, materiały, błędy i rady

Było o biologii, dzisiaj przyszedł czas na chemię. Ten przedmiot, w przeciwieństwie do biologii, chyba nigdy nie zyskał mojej dużej sympatii w trakcie szkolnej nauki. W zasadzie dopiero podczas roku przerwy, gdy starałam się zrozumieć ten przedmiot, pojawiła się jakaś drobna fascynacja tym tematem.

 Matura z chemii jest jednak bardziej przewidywalna niż z biologii (a przynajmniej tak mi się wydawało) i podczas gap year bardziej skupiłam się na tym przedmiocie. Jeżeli jesteście ciekawi jak wyglądała moja nauka chemii w szkole, podczas gap year, z czego korzystałam, jakie mam rady i jakie popełniłam błędy to zapraszam do czytania dalej.

sobota, 5 listopada 2016

Myślałam, że będzie gorzej... czyli miesiąc przetrwania na lekarskim

Miałam wizję przepłakanych, nieprzespanych nocy. Wizję śniadań w postaci drożdżówek jedzonych w biegu na tramwaj i obiadów w postaci zupek chińskich. Wizję niezdanych wejściówek, kolokwiów, niezaliczonych sprawozdań. Po prostu płacz i zgrzytanie zębów. W końcu tak wyglądają pierwsze kroki na lekarskim, czyż nie?

sobota, 29 października 2016

Wiedza tajemna - jak rozwiązywać arkusze maturalne z biologii

Początkowo chciałam napisać jeden post dotyczący rozwiązywania arkuszy maturalnych. Myśląc jednak nad formą tego wpisu, doszłam do wniosku, że w zasadzie specyfika matury z biologii i chemii jest zupełnie różna, tak samo jak różny był mój system rozwiązywania i sprawdzania matur z tych dwóch przedmiotów. Jako, że na blogu jest już wpis o tym, jak przygotowywałam się do matury z biologii, dzisiejsza część, jak łatwo możecie domyśleć się po tytule, będzie dotyczyła tego przedmiotu. Później pojawi się post o moim przygotowaniu do matury z chemii, a po nim część o rozwiązywaniu chemicznych maturek. Mam nadzieję, że takie ułożenie postów będzie dla Was wygodne. No, ale dość tych kwestii organizacyjnych. Przejdźmy do właściwego tematu.

piątek, 28 października 2016

Q&A #1

Ostatnio na instagramie i facebooku poprosiłam Was o zadanie mi pytań, zarówno tych maturalno-studenckich, jak i takich zupełnie luźnych. Wiem, że taka forma jest bardziej popularna na yt, ale chciałabym abyście lepiej mnie poznali. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do czytania :). A jeśli macie jakieś kolejne pytania, piszcie śmiało - czy to w komentarzach na blogu, czy to na IG i FB, proszę tylko o dodanie przed wpisem [Q&A], żeby było mi to łatwiej odnaleźć.


1. Ulubione sposoby nauki? Jak się uczysz?
Jestem zdecydowanie słuchowcem, więc słuchając wykładowców i nauczycieli chłonę bardzo dużo wiedzy. Ponadto tworzę notatki, mapy myśli, wykresy, bo pomaga mi się to w jakiś sposób skupić na tym co czytam
 i szybciej zapamiętuję. Wiele rzeczy sobie też wyobrażam i opowiadam w głowie, lub innej osobie. W miarę możliwości staram się też rozwiązywać zadania, by sprawdzić i utrwalić wiedzę.

2.Co Cię najbardziej motywuje? 
Hmm.. bardzo trudne pytanie! Chyba wyobrażenie sobie siebie i radości, którą będę czuć, gdy osiągnę wyznaczony cel.

3.Co robisz aby nie spać? Energetyki, kawa, a może coś innego?
Kiedy dostałam się na te studia, postanowiłam, że postaram się nie poświęcać dla nich swojego zdrowia. Dlatego też staram się dbać o swój sen i kładę się codziennie o północy, a najwcześniej wstaję o 6. Jeszcze nie zdarzyło mi się nie wyrobić do tej godziny z nauką, ale chyba dlatego, że siadam do niej niemal zaraz po tym jak wracam z uczelni. Wiadomo, jednak, że czasem oczy lecą i wtedy zdarza mi się sięgnąć po energetyka (kawy nie cierpię) i w międzyczasie, gdy zaczyna działać, biorę prysznic, jednak staram się, by takie sytuacje zdarzały się jak najrzadziej (w sensie picie energetyków, nie prysznic xd). Budzi też kilka minut ćwiczeń lub wywietrzenie pokoju.

4. Jak zapamiętujesz takie ogromne ilości materiału?
Nie zapamiętuję XD. Serio, daleko mi jeszcze do szybkiego i efektywnego ogarniania tej wiedzy, z jaką przychodzi mi się zmierzyć na studiach. Mam nadzieję, że będzie jednak z tym coraz lepiej. Staram się też jak najwięcej rzeczy zrozumieć, logicznie sobie ułożyć, a nie tylko tępo wklepać do głowy. No i kluczem są wielokrotne powtórki. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nauce dużych partii materiału polecam kanał Andrzeja Tucholskiego: KLIK

5. Ile czasu potrzebujesz do przyswojenia dużej ilości materiału, np. do dzisiejszego kolokwium z anatomii?
Ciężko wyrazić to w godzinach. Anatomii uczyłam się na bieżąco, starając się przerobić chociaż pobieżnie wszystkie punkty w sylabusie na poszczególne ćwiczenia. Na powtórki poświęciłam około tygodnia, z czego ostatnie dni były bardzo intensywne. To ile czasu zajmuje mi nauka zależy też od tematu. Niektóre zagadnienia łapię w lot, innym muszę poświęcić zdecydowanie więcej czasu. Jak już wcześniej wspominałam, daleko mi jeszcze do szybkiego zapamiętywania dużej ilości wiedzy, może w późniejszym czasie będę mogła powiedzieć więcej w tym temacie.

6.Jak Ci się podoba w Łodzi?
Jeżeli chodzi o miasto, to już w tamtym roku się w nim zakochałam, choć pierwsze wrażenie były negatywne. Jednak pomimo wszystkich dostępnych tu atrakcji i udogodnień, których brak w moim mieście, moje serce zawsze będzie należało do Przemyśla.

6. Jak się uczyłaś do matury?
Pisałam o tym m.in. w poście Biologia - jak przygotować się do matury, z jakich książek się uczyć, o czym pamiętać. Niedługo opublikuję też część, w której opublikuję swoje przygotowanie do matury z chemii.

7. Od zawsze chciałaś iść na medycynę?
Tak, odkąd pamiętam, chciałam zostać lekarzem. Oczywiście pojawiały się chwile zwątpienia, czy to kierunek dla mnie, ale jednak zawsze wracałam do tego pomysłu i teraz będąc na medycynie, czuję, że to ten właściwy kierunek.

8.Co robisz w chwilach załamania?
Aby poprawić sobie humor słucham ulubionej muzyki, gotuję coś pysznego, ćwiczę lub spotykam się z M. Zwykle jednak trochę ponarzekam, a potem spinam tyłek i siadam do roboty i jakoś leci.

9. Jakie są Twoje zainteresowania oprócz medycyny?
Kocham czytać książki, kręci mnie też psychologia. Kocham też gotować, fotografować i blogować. A ostatnio polubiłam granie w czołgi (WOT) XD.

10. Jak często planujesz wracać do domu i czy masz jakieś zwierzęta?
Z uwagi na to, że podróż do domu trwa w najlepszym wypadku 7 godzin, do domu będę wracać jedynie na jakieś dłuższe weekendy i przerwy. 
Nie mam żadnego zwierzątka. 

11.Jakim lekarzem chciałabyś być? Mam na myśli specjalizacje.
Marzy mi się pediatria. Wiem jednak, że przez 6 lat studiów wszystko się może zmienić.


wtorek, 18 października 2016

Jak zawładnąć czasoprzestrzenią podczas gap year?



Najczęściej pojawiającym się pytaniem, gdy rozmawiam z kimś o poprawie matury, jest chyba to, w jaki sposób organizowałam swój czas i jak znajdowałam w sobie motywację, by systematycznie siedzieć nad książkami. Przyznaję, że nie jest to najprostsza sprawa, w końcu dźwięk dzwonka nie wyznacza nam czasu, który mamy poświęcić na naukę, nad nami nie stoi nauczyciel grążący jedynką i robiący sprawdziany powtórkowe (piszę tutaj o swoich doświadczeniach, czyli takiej sytuacji, gdzie nie mamy korepetytora). Trzeba więc samemu się zorganizować, znaleźć motywację i przede wszystkim działać! Nie ma bowiem uniwersalnego planu dla każdego maturzysty, który zagwarantuje sukces. I będę to powtarzać do znudzenia, podobnie jak to, że nie ma jednej i najlepszej metody nauki, idealnego podręcznika, itd.
Może jednak dla kogoś moje doświadczenia i wnioski będą przydatne i pomogą wypracować własny system pracy.

sobota, 8 października 2016

Pierwsze kroki na lekarskim

Długo zastanawiałam się w jakiej formie zamieszczać posty o studiach medycznych. Myślałam
 o podsumowaniach, postach tematycznych o konkretnych przedmiotach itd. i z pewnością takie również się pojawią, chciałabym jednak, dzielić się z Wami wydarzeniami na bieżąco, będą więc wpisy z rodzaju takich pamiętnikowych. Takich jak ten dzisiaj, o moich pierwszych krokach na lekarskim.

niedziela, 2 października 2016

Biologia - jak przygotować się do matury, z jakich książek się uczyć, o czym pamiętać


Biologia była moim konikiem odkąd pamiętam. Zaczęło się od fascynacji filmami przyrodniczymi i medycznymi, które oglądałam zdecydowanie chętniej niż „Smerfy”. W szkole podstawowej zaczęła się przyroda, a moja miłość do tego przedmiotu rozwijała się z każdą kolejną lekcją. Przyszło gimnazjum, trafiłam na bardzo surową i wymagającą nauczycielkę. Na drugiej lekcji dostałam pałę z odpowiedzi. Oczywiście ocenę szybko poprawiłam, ale zmotywowało mnie to do systematycznej nauki tego przedmiotu. W drugiej i trzeciej klasie próbowałam też swoich sił w gimnazjalnej olimpiadzie z biologii. I choć jedynym osiągnięciem było przejście do drugiego etapu, to wiedziałam już, że w liceum wybiorę profil biologiczno-chemiczny (ostatecznie padło na bio-chem-mat). Muszę przyznać, że w liceum nie miałam z nauką biologii nigdy pod górkę. Wynikało to chyba z tego, jak bardzo rozbudowany materiał miałam w gimnazjum. Było więc całkiem przyjemnie. Tylko słowo matura pojawiało się w co drugim zdaniu nauczycieli. A po maturze, przyszedł gap year. I wtedy biologia mi obrzydła. Bo nie uczyłam się jej z pasji i ciekawości, ale z przymusu, by po prostu to wykuć.

piątek, 30 września 2016

No to zaczynamy! Przeprowadzka, warsztaty szycia chirurgicznego, inauguracja.

Chociaż w Łodzi jestem już od środy, dopiero dzisiaj dotarł mój laptop i mogę dla Was napisać jakaś notkę, choć nie mam pojęcia jak ją zacząć.
Może po kolei. W środę przyjechałam do Łodzi wieczorem i oczywiście musiałam zgubić się w drodze do mieszkania. Poznałam współlokatorkę, wyrzuciłam rzeczy z plecaka, wzięłam prysznic i poszłam spać. Jednak ta prawie dziewięciogodzinna podróż dała mi w kość. A zależało mi by być wypoczęta, bo w czwartek miałam warsztaty szycia chirurgicznego. Na początku trochę obawiałam się, że nie będę w stanie powtórzyć żadnego ruchu prowadzącego, wszystko jednak było wytłumaczone tak łopatologicznie, że udało mi się załapać i choć wyszło krzywo, to jednak jestem niezwykle dumna ze swoich pierwszych szwów. Bardzo pozytywnie rozpoczęty rok akademicki :).



Popołudnie spędziłam na zakupach i sprzątaniu i urządzaniu pokoju. Dzisiaj było podobnie, bo M. przywiózł resztę moich rzeczy, mogłam się więc na dobre zadomowić. Rano miała miejsce inauguracja. Rok akademicki oficjalnie rozpoczęty. Mam nadzieję, że będzie w porządku, bez jakiś większych dramatów i porażek, czego życzę Wam wszystkim, jak i samej sobie. 
Nie mogę się już doczekać pierwszych zajęć i w zasadzie tej nauki (ja jestem dziwna, zdaję sobie z tego sprawę). Pozostaje czekać do wtorku i wykorzystywać ostatnie beztroskie chwile. 

sobota, 24 września 2016

Wakacyjne wspomnienia

Chociaż do oficjalnego rozpoczęcia roku akademickiego mam jeszcze prawie tydzień, pomyślałam, że post z podsumowaniem tegorocznych wakacji pojawi się już dzisiaj. W środę się przeprowadzam, a od października planuję więcej postów studenckich i maturalnych. Choć nie zabraknie także innych tematów, a przynajmniej taką mam nadzieję.

No ale do sedna. Czas po napisaniu matur był oczywiście niezwykle stresujący. Czekanie na wyniki było dla mnie trudniejsze niż właściwe pisanie matury. Jednak miałam w tym czasie sporo innych spraw na głowie. Starałam się dostać na medycynę wojskową, odbywałam więc wycieczki na testy psychologiczne, później dwukrotnie na komisję lekarską i finalnie na testy sprawnościowe. Poznałam w tym czasie mnóstwo pozytywnych osób i po raz kolejny nauczyłam się, że trzeba walczyć do samego końca, choćby dla samej satysfakcji, że się próbowało. Przy okazji sprawnościówki, po raz pierwszy odwiedziłam Wrocław. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś tam wybrać, bo miasto bardzo mi się spodobało, a nie miałam na tyle czasu i energii by je dokładnie pozwiedzać.

czwartek, 22 września 2016

Bullet Journal - co to takiego? Moje pierwsze wrażenia



Jeśli jesteście moimi czytelnikami to doskonale wiecie, że mam hopla na punkcie organizacji. Jeżeli jesteście tutaj po raz pierwszy to właśnie się dowiedzieliście.
Podstawą ogarniania przeze mnie czasoprzestrzeni był zawsze kalendarz. Najważniejsze by miał dużo miejsca na notatki. Kalendarze te piętrzą się na mojej półce, bowiem wiele w nich wspomnień, czasem trzeba odnaleźć jakąś datę. Jednak zawsze brakowało mi w kalendarzu elastyczności i w zasadzie pewnego rodzaju oryginalności. Ostatnio w sieci natknęłam się na coś o nic nie mówiącej mi nazwie Bullet Journal… i przepadłam.

niedziela, 4 września 2016

Wspomnienia ze szkolnej ławy


Choć pierwszy wrześniowy post miał być postem motywacyjnym dla tegorocznych maturzystów, gdy odwiedziłam mury mojego gimnazjum i liceum, a w środku wezbrały we mnie wspomnienia, pomyślałam, że chyba warto zmienić plany i tak oto dziś chcę powspominać razem z Wami moje szkolne lata. I choć byłam zawsze grzeczną i pilną uczennicą, a moje szkolne życie nie obfitowało w skandale i nieprawdopodobne historie, to mam nadzieję, że kogoś ten post zainteresuje. A w komentarzach czekam na Wasze szkolne historie :).

niedziela, 28 sierpnia 2016

Dan Brown "Kod Leonardo da Vinci" [recenzja]

Popełnione w Luwrze morderstwo ściąga na Roberta Langdona serię wypadków, które mogą doprowadzić go do odkrycia tajemnic, które byłyby w stanie przewrócić dzisiejszy świat do góry nogami. Jednak nie tylko on wyrusza w niebezpieczną podróż… Niektórym nie na rękę byłoby ujawnienie sekretu klucza sklepienia.


niedziela, 21 sierpnia 2016

wtorek, 16 sierpnia 2016

Złota lista rzeczy, dzięki którym zdasz maturę na 90%

Zaraz po ogłoszeniu wyników matur, na wielu fejsbukowych grupach, gdy tylko ktoś pochwalił się znakomitym wynikiem, od razu pod takimi postami, pojawiały się komentarze z pytaniami, z jakich książek uczyła się dana osoba, jakie metody stosowała, czy może polecić korepetytora. Słowem, pytania o przepis na maturalny sukces. Pomyślałam, że zbiorę więc wszystkie propozycje, subiektywnie ocenię i przygotuję „złotą listę” – gwarant minimum 90% na maturze z biologii i chemii. Oto ona:

wtorek, 9 sierpnia 2016

Kiedy jesteś "nie dość"

Nie wiem czy stan, w którym trwałam między jednym a drugim ogłoszeniem wyników matury można nazwać depresją. Wydaje mi się to zbyt dużym słowem, choć gdy czytałam o jej diagnozowaniu, miałam wrażenie, że czytam o sobie. Może to był po prostu trwający rok dół, spadek formy. A może to mój zwyczajny wymysł, by ludzie wokół mi współczuli. Nie ma potrzeby nazywania tego. Chcę jedynie opisać jak się czułam. Nie wiem czy pisanie o tym, ma jakikolwiek sens. Może pomoże mnie samej zamknąć ten rozdział, a może pomoże komuś, kto jest w podobnej sytuacji i myśli, że nikt go nie rozumie. W każdym razie piszę ten post, choć nie wiem czy kiedykolwiek zostanie on przez kogoś przeczytany. Piszę, choć nawet nie wiem od czego zacząć…



wtorek, 2 sierpnia 2016

STUDIA VS. ROK W DOMU

Dziś poruszę chyba najbardziej sporną kwestię, która nierozerwalnie łączy się z poprawą matury.
A mianowicie, czy przygotowując się do kolejnego podejścia do egzaminu dojrzałości  lepiej zostać w domu, czy może wybrać się na studia. A czy gdy już je podejmiemy to, czy warto zostawać na cały rok akademicki, czy może jedynie przezimować.

sobota, 30 lipca 2016

MEDYCYNO PRZYBYWAM!


Teraz kiedy na moim koncie rekrutacyjnym widnieje status „przyjęty”, mam wynajęty pokój i załatwione wszystkie formalności, mogę  ogłosić na blogu: udało się! Od października zaczynam studiować medycynę. Na razie chyba to do mnie nie do końca dociera, ale dawno nie czułam się tak szczęśliwa i zadowolona
 z siebie. Oczywiście jak na mnie przystało, muszą pojawiać się wątpliwości, czy sobie poradzę i nie wylecę ze studiów po pierwszej sesji. Ale nastawiam się raczej pozytywnie i z niecierpliwością wyczekuję października.

sobota, 23 lipca 2016

WGLĄD DO PRACY MATURALNEJ - CZĘŚĆ II

W poprzedniej części opisałam, jak wygląda procedura wnioskowania o wgląd do pracy oraz jak, w kwestii technicznej sam wgląd przebiega. Dziś skupię się na swoich doświadczeniach w potyczkach z OKE, podzielę się moimi przemyśleniami czy warto i udzielę kilku, mam nadzieję przydatnych, wskazówek.

środa, 20 lipca 2016

WGLĄD DO PRACY MATURALNEJ - CZĘŚĆ I

Zgodnie z obietnicą, w "poradniku maturalnym" przyszedł czas na post o tym, jak ma się sprawa z wglądem maturalnym. Jak się za to zabrać? Czy ma to w ogóle sens? Jak przygotować się na stracie z egzaminatorem? Postaram się w rozjaśnić te wszystkie kwestie. W dzisiejszej części o tym, jak ta procedura wygląda w teorii, a w kolejnej opisze swoje doświadczenia z wizyty w OKE oraz podzielę się moimi radami. Zapraszam!


niedziela, 17 lipca 2016

Wyniki matur, czyli dzień sądu ostatecznego

A właściwie noc. Bo wyniki w teorii mają pojawić się w systemie internetowym o północy. W praktyce jednak gwałcisz przycisk f5 do 3 nad ranem, gdy zaczyna już powoli świtać. Kiedy już masz możliwość wyświetlenia wyników, serce mało nie wyskoczy Ci z piersi, dłonie drżą, przez głowę przemyka milion myśli: czy się udało? czy wystarczy, żeby się dostać? co jeśli się nie udało?

środa, 13 lipca 2016

PORADNIK MATURALNY

Moim początkowym założeniem było stworzenie serii wpisów o tym, jak wyglądał mój gap year, przygotowania do poprawy matury, itd.  Nie chcę zamykać się jednak sztywnych ramach pisania o ponownym podejściu do egzaminu dojrzałości. Mam bowiem wiele tematów, które odnoszą się do matury w ogóle i nimi również chciałabym się podzielić. Tak o to powstał "poradnik maturalny". Od tej pory wszystkie posty związane z maturą będą pojawiać się pod tym właśnie tagiem. Nie zabraknie więc postów o tym jak wygląda przygotowanie do matury w liceum, jaką strategię obrać, co zrobić gdy wynik okazał się niższy niż się spodziewaliśmy. Jak poradzić sobie z przygotowaniem do poprawki, czy istnieje złota lista książek dających 90% . Będzie dużo motywacji, doświadczeń i rad. Mam nadzieję, że pomogę tymi postami jakiemuś zagubionemu maturzyście! 


Z uwagi na to, że trwa gorący czas, gdyż niedawno pojawiły się wyniki matur, a klimat rozpaczy lub radości podtrzymywany jest przez pojawiające się listy rankingowe, pierwszy post będzie dotyczył własnie wrażeń po zobaczeniu swoich wyników. I o tym, co zrobić by jednak się nie załamać. By miało to w miarę chronologiczny sens, kolejny będzie o popularnym odwoływaniu się od wyniku matury.

Liczę, że te posty przypadną Wam do gustu. Zachęcam do zadawania pytań w komentarzach lub w mejlach, z chęcią na nie odpowiem i być może to właśnie na ich podstawie stworzę jeden z postów "poradnika maturalnego".

wtorek, 12 lipca 2016

Poprawa matury #4 - podsumowanie roku przerwy



Rok mojej przerwy dobiega końca. Znam już wyniki matur, czekam teraz niecierpliwe na listy rankingowe. I choć dziś zamierzam podsumować ten rok, nie oznacza to, że nie będę już pisać o poprawie matury. Wręcz przeciwnie! W głowie roi mi się od pomysłów na notki, więc na pewno ta seria będzie miała swoją kontynuację.

Zastanawiam się jak określić ten rok. Był to dla mnie bardzo trudny czas. Zaczęłam studia, które po 2 miesiącach rzuciłam. Miałam ogromnego doła. Wylałam morze łez. Dodatkowo musiałam uporać się z tęsknotą i presją, by poprawić te nieszczęsne matury. Był to też bardzo pracowity okres, bo choć czasem byłam już u kresu sił i wytrzymałości, nie poddałam się ani razu i nie rzuciłam książek w kąt. I choć było to czasem niezwykle trudne, udało się, dzięki czemu mam satysfakcję z osiągniętych wyników.

To, że przy pierwszym podejściu na medycynę odniosłam porażkę dużo mnie też nauczyło. Zrozumiałam, jak ważna jest walka o realizację siebie, nabrałam więcej pokory i nieco dystansu do tego, co daje nam los. Podobno bardzo się zmieniłam i dojrzałam, ale nie  mnie to oceniać. Poznałam też kilka osób, w podobnej do mojej sytuacji, z którymi mogłam podzielić się moimi dylematami, brakiem motywacji i wiedziałam, że one jak nikt inny  mnie zrozumieją. Nie śmiałabym zapomnieć
o moich najbliższych, bez których wsparcia na pewno bym się poddała.

I choć wiele osób chwali sobie gap year, ja niestety nie zgadzam się z nimi. Chyba, że zakładamy scenariusz, gdy ktoś spędza ten rok na odpoczynku, pracy i podróżowaniu, chcąc chwilę odpocząć od edukacji. Jednak jeśli chodzi o wizję roku w domu poświęconego na naukę do poprawy matury, nie będę owijać w bawełnę, taki scenariusz jest beznadziejny. Jednak czas
w końcu upłynął. I gdy zobaczyłam wyniki tegorocznych matur, które mam nadzieję dadzą mi wstęp na upragnioną medycynę, wszelkie te niedogodności stały się jakby zupełnie nieistotne...

Chciałabym, choć to pewnie marzenie ściętej głowy, by każdy z tegorocznych maturzystów dostał się na wymarzony kierunek.
A jeśli nawet Wam się nie powiedzie, to pod żadnym pozorem nie rezygnujcie z walki o marzenia i samego siebie! Trzymam
za Was kciuki, mam nadzieję, że Wy trzymacie je za mnie :).

P.S.I. - Gdyby kogoś interesowały szczegóły poprawy moich wyników: chemia +5%, biologia + 9%
P.S.II. - Wiem, że wygląd bloga wymaga dopracowania, ale bądźcie cierpliwi,będzie lepiej :).

niedziela, 10 lipca 2016

Który to już raz?

Zastanawiam się, który już raz podejmuję decyzję, że wrócę do prowadzenia bloga, które nie polegałoby na wrzucaniu jednej notki na kilka tygodni. Powoli robi się z tego jakaś brazylijska telenowela. Tym razem jest jeszcze inaczej, bo byłam już bliska całkowitego usunięcia mojego grafomańskiego kawałka sieci. Jednak w przeciągu ostatnich kilku dni usłyszałam tyle głosów, że powinnam pisać dalej, że zrozumiałam, że nawet jeśli teraz usunę "Depozyt myśli" za jakiś czas znów założę kolejnego bloga.

Postanowione więc, że będę pisać. W najbliższym czasie pojawi się pewnie sporo o maturach, rekrutacji na studia, o moich małych podróżach. Nie zabraknie też zapewne wielu przemyśleń o życiu i otaczającym mnie świecie. Mam nadzieję, że znajdzie się choć jedna osoba, której spodoba się to o czym i w jaki sposób piszę.

Obiecuję, że na dniach pojawi się kolejny, już jakiś bardziej sensowny wpis :).

niedziela, 8 maja 2016

Poprawa matury #3 - już za dzień matura...

A właściwie za dwa, ale to nie pasowało do tytułu. Poza tym ten post miał już wiele swoich wersji, ale żadna nie ujrzała światła dziennego. Dopadła mnie ostatnio blokada w pisaniu, dlatego nie pojawiały się żadne posty. Może to właśnie świadomość zbliżającej się matury, nie pozwala wenie dojść do głosu. Miałam więc naskrobać więc coś dla Was dopiero po maturach, ale właśnie skończyłam ostatnie na dzisiaj powtórki i pomyślałam, że fajnie będzie coś napisać, żeby wyrzucić
z siebie wszystkie maturalne emocje. Obiecuję, że w najbliższym czasie pojawią się posty o tym, jak przygotowywałam się do podwyższania wyniku, no i oczywiście czy udało mi się osiągnąć upragniony cel.

Na mojej motywacyjnej tablicy znajduje się m.in taki cytat: Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie. 
Wydawać by się mogło, że to wyświechtany frazes. Ale jak to z takimi powiedzeniami zazwyczaj bywa, niezwykle prawdziwy. Tydzień temu pisałam do moich znajomych, którzy w tym roku podchodzą do matury po raz pierwszy, życzyłam powodzenia, dawałam rady. I wtedy przypomniałam sobie, że dokładnie rok temu to mi ktoś życzył dobrze zdanej matury. Szczerze, nawet nie wiem kiedy to minęło. I choć po wynikach matur, kiedy zdałam sobie sprawę, że przez kolejny rok będę tkwić w miejscu, wydawało mi się, że będzie się to ciągnęło w nieskończoność, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. I jak daleka jestem od stwierdzenia, że gap year  nie jest taki zły, to coraz mniej ubolewam z tego powodu. Podobno bardzo dzięki niej dojrzałam, tak przynajmniej twierdzi mój kolega.

A jak czuję się przed drugim podejściem do matury? Aktualnie zadziwiająco dobrze i spokojnie, choć jeszcze kilka dni temu byłam kłębkiem nerwów. Ale takie wahania towarzyszyły mi i myślę, że większości maturzystów przez cały okres przygotowań. Prawdą jest, że presja jest większa niż w przypadku pierwszej matury. Nie tylko ta środowiska, ale też wewnętrzna. Powtarzam sobie jednak, że całe moje życie od tego nie zależy i są ważniejsze rzeczy, o czym pisałam tutaj.

Mam nadzieję, że wszyscy tegoroczni maturzyści podchodzą do tych egzaminów z optymizmem i spokojem. Spóźnione: powodzenia!


środa, 20 kwietnia 2016

To co w życiu najważniejsze...

                                                                     dla M.


Leżałam w niedzielę na huśtawce. Byłam wpatrzona w błękitne niebo. Ciepłe promienie wiosennego słońca igrały z chłodnym jeszcze wiatrem, który mierzwił co chwila moje włosy, które z ogromną cierpliwością i czułością odgarniał z mojej twarzy M. Jedna z tych chwil, kiedy czas płynie powoli. Jedna z tych chwil, kiedy człowiek nie martwi się zupełnie o nic. Chwila idealna, by spojrzeć wgłąb siebie. I o tym co zobaczyłam, chcę Wam dzisiaj napisać...

Każdy kto zna mnie bliżej, wie, że dostanie się na lekarski jest moim głównym życiowym celem. W całym tym marzeniu, jest jednak jeden haczyk. W mojej głowie wytworzyło się przekonanie, że jeśli mi się nie uda, to już całe moje życie będzie jedną wielką porażką. I gdy tak popatrzyłam na swoją postawę z boku, pomyślałam sobie: no głupia! Czy to, że dostanę się na lekarski sprawi, że będę lepszym człowiekiem, niż gdy znów zawalę i zacznę studiować pielęgniarstwo/dziennikarstwo/kulturoznawstwo?  Przecież to tylko praca. I choć w moim idealistycznym świecie, każdy powinien robić to co kocha, to jednak to tylko praca. Wycinek naszego życia, który nie świadczy o niczym. Bo jak zawsze powtarzała mi mama: żaden tytuł naukowy nie jest nic warty, jeśli osoba, która go posiada nie ma szacunku do innych. Można być więc profesorem, miliarderem i noblistą w jednym, ale to tylko ułamek naszego życia. Talent i zapewne ciężka praca, która jednak bez dobroci w sercu, jest to niczym. Bo w życiu najważniejsze jest to by dzielić go z ludźmi, których kochamy. Nie ważne czy to rodzina, przyjaciele, dzieci z hospicjum, w którym jesteśmy wolontariuszami. Dla nich nie liczy się to kim zawodowo jesteśmy, ile mamy na koncie. Dla nich liczy się to, czy jesteśmy dobrymi ludźmi. A przynajmniej tak jest w moim idealistycznym świecie...

Chcę za parę lat leżeć tak znów w kwietniowe przedpołudnie, z wiatrem mierzwiącym moje włosy, z promieniami słońca ogrzewającymi moją twarz, z M. obok. I wiem, że wtedy to, czy jestem lekarzem nie będzie miało żadnego znaczenia. 

A Ty czytelniku, za czym  gonisz? Zatrzymaj się na chwilę, spraw by czas zwolnił, spojrzyj w siebie i i odpowiedz na pytanie: czy na pewno to jest najważniejsze w Twoim życiu?


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Samodyscyplina

Nie miałam w ostatnim czasie weny na wpisy. Miała być recenzja, opis przygotowań do matury, post o pisaniu listów w dobie Internetu. W efekcie nie ma nic, listy czekają na odpisanie, książki na czytanie i recenzowanie, jedynie nauka idzie jako tako do przodu. Zabrakło...samodyscypliny! I o tym chciałabym dzisiaj napisać. Czyli co, z mojego punktu widzenia należy zrobić, by odnaleźć w sobie samym siłę do działania.

Najłatwiej jest oczywiście wtedy, kiedy ktoś stoi nad nami z przysłowiowym batem. Wtedy to on motywuje nas do działania. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy takiej osoby nie ma. A obowiązki  i zadania zaczynają się przed nami niebezpiecznie piętrzyć. Warto przede wszystkim ustalić plan działania. O tym jak organizować czas pisałam tutaj: Moje sposoby na organizację czasu. Mając jasno zaplanowane w czasie zadania, jest nam dużo łatwiej wszystko ogarnąć, a przez to nie popadamy w panikę, że przed nami jest tyle pracy, że nie wiadomo w co włożyć ręce. Z własnego doświadczenia wiem, że w takiej sytuacji zamiast skupić się nad wykonaniem określonych czynności, martwię się czy ze wszystkim zdążę i najchętniej robiłabym wszystko na raz. Nie muszę chyba mówić, że skutki takiego postępowania są raczej opłakane.

Warto też ustalić priorytety i długofalowe skutki naszych działań. Myślę, że to jest najbardziej motywujące i wspomagające samodyscyplinę. Opowiem to może na swoim przykładzie. Po pół roku ponownej przeprawy do matury, wiedza z biologii i chemii zaczyna mi już wyłazić bokiem. Dodam, że nie chodzę na żadne korepetycje, ode mnie więc zależy czy siądę do nauki. Gdy przychodzi już co do czego, uwierzcie, czasem wizja po prostu bezczynnego leżenia, wydaje się najbardziej interesującym zajęciem. Ale wtedy wystarczy, że pomyślę, że jeśli dzisiaj nie zrobię zaplanowanej porcji zadań, jutro będę musiała zrobić dwa razy więcej. Ponadto staram się nie skupiać na samej nauce, jako takiej. Uznaję, że jest to po prostu działanie, dzięki któremu uda mi się osiągnąć takie wyniki na maturze, które otworzą mi drzwi uczelni medycznych.

Kolejna sprawa, bez której samodyscyplina jest trudna to rutyna. Jeżeli przyzwyczaimy nasz organizm, że co drugi dzień rano ćwiczymy, będzie nam dużo łatwiej wytrwać w treningach, niż gdybyśmy budzili się i zastanawiali czy mamy ochotę na te wszystkie pajacyki, brzuszki i przysiady. Jestem prawie pewna, że spora grupa osób wybrałaby dodatkowe pół godziny drzemki.

To co najbardziej oczywiste to odcięcie się od rozpraszaczy i pożeraczy czasu. Czytałam ostatnio o bardzo fajnej metodzie nauki: ustalamy, że danego dnia uczymy się 4 godziny. Nastawiamy stoper, który zatrzymujemy za każdym razem, gdy odrywamy się od książek. Dzięki czemu możemy realnie ocenić ile czasu poświęciliśmy na naukę.

Następny punkt to nagradzanie siebie i czas na odpoczynek. Sama nie mogę uwierzyć, że to piszę, gdyż z tym punktem ja sama mam spore problemy, więc okaże tu trochę hipokryzji. Ale tak, odpoczynek i nagrody za wykonanie pracy są ogromnie ważne. Kiedy nie będziemy regenerować naszego organizmu to bardzo szybko nasze siły i zapał do pracy się wyczerpią. A długo na takiej rezerwie nie pociągniemy, siłą rzeczy ciało się zbuntuje i zafundujemy sobie zamiast chwili wytchnienia codziennie, kilka dni bezczynności.

Przepis na samodyscyplinę jest więc bardzo prosty. Organizujemy czas. Ustalamy priorytety. Wiemy po co robimy daną rzecz - widzimy cel. Odpoczywamy.

Choć mój wpis nie jest poparty żadną psychologiczną wiedzą, a jedynie moimi własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, mam nadzieję, że ktoś teraz znajdzie sposób na zmotywowanie siebie samego do działania.

***

Kacper dziękuję za pomysł na wpis!

czwartek, 31 marca 2016

Stosik #1



Dziś przygotowałam dla Was szybki post z książkowym stosikiem. Ponieważ czuję, że skończył się mój czytelniczy kac,
 w kolejce do czytania są następujące tytuły:


1. Tess Gerritsen "Ogród kości"
2. Tess Gerritsen "Grawitacja"
3. Jo Nesbo "Łowcy Głów"
4. Jo Nesbo "Pierwszy śnieg" - już przeczytana, niedługo recenzja
5. Walter Mischel "Test Marshmallow" - przeczytana prawie cała, ale odczuwam potrzebę czytania od początku, by lepiej ją zrozumieć
6. Zdzisław Beksiński "Opowiadania" - urodzinowy prezent od M.

Jak widać królują kryminały i thrillery, ale to chyba po prostu moje ulubione gatunki, które wciągają mnie w inną rzeczywistość, a Gerritsen i Nesbo to moi faworyci, jeśli chodzi o pisarzy kryminałów.

Które z tych książek czytaliście?  Które chcecie przeczytać?  Czy w ogóle lubicie kryminały?

środa, 23 marca 2016

"Religa człowiek z sercem w dłoni" rozmawiał Jan Osiecki [recenzja]

Obiecałam czytelnikom mojego poprzedniego bloga, że i tutaj znajdą coś dla siebie, więc czas dotrzymać słowa i napisać recenzję książkową. Jednak nie będzie to zwykła recenzja, a raczej polecenie, wartościowego, wedgług mnie tytułu.
Dlaczego jednak nie recenzja? Ciężko jest mi bowiem ocenić rozmowę dwóch osób, bo właśnie tym jest książka, o której Wam piszę. "Religa człowiek
z sercem w dłoni" to wywiad z legendą polskiej medycyny, Zbigniewem Religą przeprowadzony przez Jana Osieckiego. Między innymi na jej podstawie powstał film "Bogowie" w reżyserii Łukasza Palkowskiego, do obejrzenia którego również serdecznie Was zachęcam (może jednak o fascynacji Religą innym razem).

Książka liczy ledwie 200 stron, jest jednak naszpikowana wieloma ciekawymi informacjami z życia Zbigniewa Religii, o których pewnie większość z nas nie ma pojęcia. Bo choć jego postać jest powszechnie znana, to uważam, że warto trochę bardziej przyjrzeć się życiorysowi tego wybitnego kardiochirurga.  Dodatkowo, choć na początku nie byłam do tego przekonana, do gustu przypadła mi forma tej książki, czyli wywiad. Pytania są moim zdaniem bardzo trafne, a co najważniejsze podzielone na III części, z których każda traktuje o innych wydarzeniach z życia profesora. Poznajemy jego historię od dostania się na akademię medyczną, poprzez staż w USA, próby przeszczepienia serca, budowę kliniki w Zabrzu, aż po rozpoczęcie politycznej kariery. Nie brakuje również fragmentów, często bardzo szczerych o życiu prywatnym.

"W moim życiu jest tak, że na początku spotyka mnie sporo porażek i wszystko wygląda na to, że działanie skończy się spektakularną katastrofą. Jednak z biegiem czasu przychodzą sukcesy."

Książkę tę polecam nie tylko osobom zafascynowanym medycyną, czy też samą postacią Zbigniewa Religii, ale wszystkim tym, którzy mają chęć poznać historię człowieka, który niemal z uporem maniaka, na przekór wielu niesprzyjającym sytuacjom, nie poddaje się, lecz walczy o swoje marzenia, przekonania, a także historię człowieka, który nie boi otwarcie mówić o swoich wadach i błędach, jak i szczerze, i bez fałszywej skromności potrafi przyznać, że osiągnął sukces.

"I co pan ma z tego, że wrócił? (pytanie dotyczy stażu w Stanach Zjednoczonych)
Satysfakcję zamiast pieniędzy. Mam mieszkanie, działkę, samochód, w dodatku robię to, co lubię. Pewnie w Stanach byłbym teraz właścicielem jachtu, dużego domu i supersamochodu. Ale moje życie zawodowe spędzone w Polsce przebiegło tak, że udało mi się coś dobrego zrobić dla innych. Dane mi było wyszkolić armię kardiochirurgów. Czuję, że byłem w Polsce potrzebny."

niedziela, 20 marca 2016

Moje sposoby na organizację czasu

Podobno jestem bardzo zorganizowaną osobą. Pomyślałam więc, że zbiorę moje sposoby na organizację czasu. I choć są to rzeczy oczywiste i powszechnie znane, to sama lubię o tym czytać, więc może i kogoś z Was ten temat zainteresuje.

1. Kalendarz to podstawa


Nie ważne jaki. Książkowy, ścienny, w telefonie. Ważne, żeby było w nim dużo miejsca na notatki. Ja swój kalendarz prowadzę w następujący sposób:


  • wszystkie ważne rzeczy np. wizyty u lekarza, załatwienie spraw w urzędzie, ważne spotkanie, urodziny bliskich, koniec terminu oddania pracy, sprawdzian, itd. wpisuję od razu jak się o nich dowiaduję. Pozwala to uniknąć sytuacji, kiedy umawiając się z kimś na spotkanie nie mogę przypomnieć sobie, czy w tym dniu nie mam czasem zaplanowanej wizyty u dentysty.
  • dokładny harmonogram swoich zajęć, w obecnej chwili program powtórek do matury, rozpisuję na każdy kolejny tydzień. Dzięki temu w niedzielę wieczorem jestem w stanie ogarnąć czy wszystko udało mi się zrobić, a jeśli nie, to nie wymusza to na mnie korekty grafiku miesięcznego, a zaledwie trochę inaczej planuję kolejne 7 dni.
  • najważniejsze terminy zapisuję także w kalendarzu w telefonie i ustawiam przypomnienie, żeby mieć spokojną głowę 

2. Listy "TO DO" - sprawa chyba najbardziej oczywista. Trzeba tylko pamiętać, aby na górze tej listy umieścić sprawy najistotniejsze, priorytety, a dopiero później obowiązki, na których wykonanie mamy więcej czasu. Aby też nie tworzyć list, które mają 60 zadań, bo od samego patrzenia się człowiekowi odechciewa, warto je podzielić na obszary których dotyczą, np. jedna lista od obowiązków domowych, druga od szkoły, a trzecia od bloga.

3. Notatki i karteczki samoprzylepne- to akurat punkt, który nie odnosi się bezpośrednio do organizacji czasu. Mnie jednak przyklejenie takich przypominajek w miejscach, na które często patrzę, bardzo pomaga w organizacji swojej pracy. Wiem, że mam powrócić do danego fragmentu podręcznika, więc muszę zaplanować więcej czasu na naukę. Pamiętam, żeby zabrać jakąś rzecz, więc nie muszę po nią wracać w ciągu dnia do domu, tracąc czas na przejazd. No i faktem jest, że człowiek ma wyjątkową zdolność do zapominania, a tak pamięta papier i po problemie.

4. Widget  "Odliczanie" - również ma pośredni związek z organizacją czasu. Pełni raczej funkcję motywatora, gdy codziennie widzimy, że zmniejsza się liczba dni do przygotowania naszego projektu, czy wykonanie danego zadania. 



Mam nadzieję, że te 4 podstawowe rady pomogą komuś wypracować w sobie łatwość organizacji czasu. Jestem ciekawa jakie są Wasze metody, z chęcią nauczę się czegoś nowego, dzielcie się więc w komentarzach, lub mejlach: depozyt_mysli@op.pl

sobota, 19 marca 2016

Wracam!

Długo mogłabym tłumaczyć, dlaczego po raz kolejny postanowiłam wrócić do pisania. I obiecywać, że tym razem będzie to pisanie regularne i sensowne. Wolę więc nie obiecywać, ani się nie tłumaczyć, tylko po prostu zacząć pisać o tym co mi w duszy gra. 
Jak możecie zauważyć, zmieniłam nagłówek. Możecie zobaczyć tam  rzeczy, na których chciałabym się skupić. Medycyna, bo to moja miłość, niezależnie od tego czy dostanę się na lekarski. Tak czy inaczej moja ścieżka zawodowa będzie przez najbliższe lata podążać w tym kierunku (planem B jest stomatologia, C pielęgniarstwo), więc z chęcią będę się tym z Wami dzielić.
Książki, bo uwielbiam je czytać, a i recenzowanie ich sprawia mi wiele radości i satysfakcji. 
No i lifestyle, bo jak napisałam w zakładce "Blog", lubię pisać o życiu, jak gdybym się na nim co najmniej znała. 

Mam nadzieję, że Wam się tu spodoba, Zachęcam do dodawania się jako obserwatorzy, komentowania i pisania na: depozyt_mysli@op.pl.