sobota, 30 lipca 2016

MEDYCYNO PRZYBYWAM!


Teraz kiedy na moim koncie rekrutacyjnym widnieje status „przyjęty”, mam wynajęty pokój i załatwione wszystkie formalności, mogę  ogłosić na blogu: udało się! Od października zaczynam studiować medycynę. Na razie chyba to do mnie nie do końca dociera, ale dawno nie czułam się tak szczęśliwa i zadowolona
 z siebie. Oczywiście jak na mnie przystało, muszą pojawiać się wątpliwości, czy sobie poradzę i nie wylecę ze studiów po pierwszej sesji. Ale nastawiam się raczej pozytywnie i z niecierpliwością wyczekuję października.



Dzięki rekrutacji w przeciągu tygodnia zrobiłam pewnie jakieś 2 tysiące kilometrów. Złożyłam aplikację do kilku miast, jednak jak na razie dostałam się do trzech: Katowic, Lublina no i upragnionej Łodzi. Skąd więc te kilometry? Pierwszą listą, na której się pojawiłam był ŚUM. Myślę sobie, że jest super, bo będę już gdziekolwiek zahaczona. W tym samym dniu pojawiła się też lista do Lublina, byłam setną osobą pod kreską, a kolejna lista wypadała w ostatni dzień składania dokumentów w Katowicach. Nie chcąc ryzykować, pojechałam do Katowic i na dworcu czekałam na listę w Lublinie. Jak możecie się domyślać, byłam na niej. Ponieważ do Lublina mam bliżej, stwierdziłam, że wolę złożyć dokumenty właśnie tam, na wypadek gdyby nie wypaliła Łódź. Wróciłam więc do domu, wydrukowałam nowe podanie i ruszyłam ponownie w świat. Dokumenty złożyłam i zaczęłam nerwowo oczekiwać na kolejną listę z Łodzi. Przyznam, że denerwowałam się chyba bardziej niż przed samymi wynikami matur, a w stosunku do 1 listy, brakowało mi tylko 2 pkt. Próg spadł 3, więc szybko skompletowałam dokumenty, umówiłam się wstępnie na oglądanie mieszkań i wyruszyłam w kolejną podróż, która obejmowała w drodze powrotnej ponowną wizytę w Lublinie, by wybrać dokumenty i nie blokować innym miejsca. Kiedy wróciłam wczoraj do domu, padłam jak mucha, ale za to najszczęśliwsza na świecie. No i zaczynam teraz prawdziwe wakacje, bez stresu i bez śledzenia list rekrutacyjnych (choć progi będę sprawdzać, bo już są zaskakująco niskie, więc ciekawi mnie do jakiego poziomu spadną). Czas więc na relaks i ładowanie akumulatorów przed rokiem intensywnej pracy. Wszystkim, którzy dostali się na wymarzone kierunki serdecznie gratuluję, a tym, którzy czekają na kolejne listy życzę dużo cierpliwości – nie dajcie się zwariować! 

Jeżeli chcecie przeczytać jeszcze więcej o rekrutacji na kierunki medyczne, zapraszam Was do przeczytania posta na blogu Vibi: O rekrutacji na medycynę, czyli witamy w cyrku.

6 komentarzy:

  1. Gratulacje! Doskonale znam to uczucie, gdy wszystko już załatwione: studia, mieszkanie, papierologia i nagle człowiek czuje się tak lekko, bez żadnych trosk. Zwłaszcza gdy udało mu się jednak dostać do tego jednego, wymarzonego miasta. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wojskowo-lekarski czy lekarski? :) ktorym jestes rocznikiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woj-lek, ale cywilny, rocznik 96 :)

      Usuń
  3. to spotkamy się na roku :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.