niedziela, 17 lipca 2016

Wyniki matur, czyli dzień sądu ostatecznego

A właściwie noc. Bo wyniki w teorii mają pojawić się w systemie internetowym o północy. W praktyce jednak gwałcisz przycisk f5 do 3 nad ranem, gdy zaczyna już powoli świtać. Kiedy już masz możliwość wyświetlenia wyników, serce mało nie wyskoczy Ci z piersi, dłonie drżą, przez głowę przemyka milion myśli: czy się udało? czy wystarczy, żeby się dostać? co jeśli się nie udało?



Tak przynajmniej było w moim przypadku w ubiegłym roku. I myślę, że każda osoba, której zależy
 na dostaniu się na lekarski ma podobne odczucia. Chyba, że z natury jest oazą spokoju, to podziwiam
i zazdroszczę. Kiedy już opanowałam stres, poznałam wyniki kilku znajomych, wreszcie wyświetliłam swoje. Nerwowo przebiegałam po kolejnych przedmiotach, by w końcu zobaczyć biologię i chemie. A następnie wydać z siebie głośny szloch... Każdy kto rekrutuje się na medycynę lub inne oblegane kierunki wie,
 że od pewnego progu nie ma nawet co myśleć o tym, żeby dostać się na studia. Tak też było w moim przypadku. Na nic zdały się zapewnienia, że progi na pewno spadną. Wiedziałam, że nie aż tyle. I tak przeryczałam do rana, by z oczami jak królik pójść odebrać to nieszczęsne świadectwo. Potem nie było wcale lepiej. I tak siedziałam sobie w tym dole niemal aż po dzień wyników tegorocznych matur.

Tym razem było inaczej. Zorganizowałam sobie dzień tak, by choć trochę odwrócić uwagę od nadchodzących wydarzeń. I choć z godziny na godziny roznosiło mnie wewnętrznie coraz bardziej, tak jak sobie założyłam, kody do konta z wynikami przekazałam M. i po spacerze z mamą położyłam się spać. Obudziłam się o 2
w nocy. Popatrzyłam na telefon: nic. Weszłam na fb: koleżanka z innego OKE ma już wyniki, gratuluję jej. Myślę sobie, że skoro na telefonie dalej nic to pewnie wszystko już przepadło. Ale stwierdzam, że położę się dalej, a skalę porażki oszacuję rano. Oczywiście nie mogłam zasnąć. Tuż przed 3 przychodzi sms. Nieśmiało spoglądam na jego treść. Na mojej twarzy maluje się uśmiech, a w oczach pojawiają się łzy. Tym razem ze szczęścia. Poleciałam do rodziców, ale aż zaniemówiłam i tylko podniosłam uniesiony do góry kciuk.
 Udało się! Mam tyle punktów, że gdzieś tam pojawiła się iskierka nadziei, że dostanę się na lekarski lub stomatologię. Tym razem też nie spałam do rana.

Kontrast między tymi dwoma sytuacjami pokazuje, jak wyniki jednego tylko egzaminu mogą zmienić nasze nastawienie do świata. I choć wiele osób w tamtym roku mówiło mi, że matura to nie wszystko, można poprawić, to jednak dla mnie jej wyniki były być albo nie być na medycynie. I na prawdę dobrze mówi się
 z boku, że nic się nie stało, uda się za rok. Kiedy Twoje marzenia giną w pojedynku z rzeczywistością, nawet jeśli tylko na jakiś czas, żadne słowa nie pomogą, dopóki sam nie weźmiesz się w garść.

Przyznaję, że mnie nie udało się wziąć w garść. Byłam więc sporym utrapieniem dla moich najbliższych, którzy nieustannie mnie wspierali i należy im się za to order cierpliwości. Teraz, po roku życiowych rozkmin, gdy patrzę na tą sytuację z dystansu, wydaje mi się to strasznie głupie i niepotrzebne.

Jak więc czekać na wyniki matur? Najlepiej zająć się innymi sprawami, by odwrócić swoją uwagę. Choć
 z drugiej strony, uważam, że warto przemyśleć wszystkie możliwe sytuacje, zastanowić się co w przypadku, gdy powinie nam się noga. Choćby to, czy zdecydujemy się pójść na studia, czy może zostaniemy rok w domu. Oczywiście trzeba to jeszcze ustalić z rodzicami. Nawet jeśli mają odmienne zdanie, np. każą Wam iść na studia, które kompletnie się Wam  nie podobają, bo przecież i tak nie poprawicie matury, spróbujcie przekonać ich, że będziecie pilnie uczyć się do matury w domu, że chcecie zawalczyć o swoje marzenia. I nie poddawajcie się. Jakby nie patrzeć, przed Wami 3 miesiące wakacji. Ja bardzo żałuje, że poprzednie spędziłam w tak beznadziejnym humorze. W dzień wyników zróbcie coś co Was odpręża, zmęczcie się
 i idźcie spać. Uwierzcie, że nawet złe informacje, w świetlne dnia są jakoś bardziej znośne. Postarajcie się nie załamać. Jeśli jesteście pewni, że nie macie nawet 1% szans, by się dostać, nie śledźcie progów na wybrany przez Was kierunek. Dajcie sobie te kilka tygodni odpoczynku, naładujcie akumulatory, postarajcie się na razie nie myśleć o tym co będzie, a od września bierzcie się do ciężkiej pracy, by za rok, sprawdzanie wyników matur było połączone jedynie ze łzami szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.