niedziela, 21 sierpnia 2016

JAK PRZETRWAĆ GAP YEAR/KLASĘ MATURALNĄ I (NIE) ZWARIOWAĆ

Wakacje powoli zmierzają ku końcowi, część z Was zacznie klasę maturalną, część gap year. Dzisiaj post specjalnie dla Was :).



 Jeżeli zdecydowaliście się na zrobienie sobie roku przerwy, który będzie przeznaczony na naukę do poprawy matury, czeka Was ciężki czas. Serio. Nawet jeśli nie złapiecie załamki, czego Wam serdecznie życzę, to prędzej czy później będziecie mieli serdecznie dość: nauki, ludzi wiecznie zadających pytania: czemu nie jesteś na studiach? Po co poprawiasz maturę? Uczysz się? ( To ostatnie jest moim faworytem), samotności, bo pewnie większość znajomych wyjedzie na studia. Ale jak powiedziała mi znajoma, im bardziej nienawidzisz sytuacji, w której się znalazłeś, tym lepiej. Bo choć nie do końca dobrym pomysłem jest wychodzenie od negatywnych emocji, to takie myślenie potrafi dać  kopa.
Jeśli jesteś w klasie maturalnej Twoja sytuacja wcale nie jest lepsza. Bo do pytań wścibskich ciotek i sąsiadek, jak idą przygotowania i na jakie studia idziesz, dochodzą zwyczajne szkole obowiązki, ścigający tonami powtórkowych testów nauczyciele, którzy słowo matura traktują jak przecinek i inne, dużo przyjemniejsze rozpraszacze, jak np. studniówka. Kto by się tam maturą przejmował, jak tu trzeba kolor kiecki wybrać, zaklepać kosmetyczkę, a jeszcze się poużerać z komitetem studniówkowym. Tak czy inaczej, nauki jest dużo, presja też nie najmniejsza. No chyba, że masz takie podejście, że na maturę idziesz na luzie, co w sumie też złym pomysłem nie jest. W końcu, nie wierzę w to co piszę, matura to nie koniec świata.

No ale już do rzeczy. Sama również miałam momentami serdecznie dość tego wszystkiego i nie raz, nie dwa zastanawiałam się czy to wszystko w ogóle ma jakiś sens, czy przyniesie jakiś efekt, czy tylko zmarnuję rok. Nauka wychodziła już czasem bokami, a presja w tym roku była jeszcze większa. Włączyło mi się myślenie, że przecież muszę poprawić, bo jak to tak, uczyć się rok, nie mając w zasadzie innych obowiązków, a napisać gorzej? Im bliżej matury, tym presja większa, choć starałam się w miarę możliwości odcinać takie myślenie.
Co więc zrobić, by w wirze maturalnych przygotowań (przy pierwszym, ale i każdym kolejnym podejściu) nie zwariować? Oto garść moich subiektywnych porad:

   Stwórz plan nauki.
 Tak, ja wszędzie o tym planowaniu i organizowaniu, ale naprawdę wprowadza to dużo spokoju, kiedy wiesz, że wyrobisz się z nauką do maja. Przeczytałam ostatnio genialne zdanie: nie planując, planujesz porażkę.  Masz gwarancję, że nie obudzisz się na dwa tygodnie przed maturą bez powtórzonego materiału z kilkunastu działów (oczywiście zakładając, że założyłeś rozumny plan i go wykonałeś).


 Nie bierz do siebie wszystkiego, co mówią inni. 
Ludzie gadają, czasem kompletne brednie i zdarzyć się może, że ktoś usilnie będzie Ci wmawiał, że w jego szkole nauczyciele lepiej przygotowują do matury, a u Ciebie to dno i wodorosty, albo, że Twoje książki się nie nadają, lub za mało się uczysz. Tak samo nie bierz na serio wszystkiego, co ludzie wypisują na różnych forach i grupach maturalnych, które swoją drogą potrafią być kopalnią wiedzy. Sporo tam jednak trolli, które czekają na takie zestresowane osoby, by jeszcze bardziej podkopać ich pewność siebie. Jeszcze lepiej, gdy trafi Ci się wyjątkowo „wspierający i podnoszący na duchu” nauczyciel, który po próbnej maturze, albo gorzej napisanym sprawdzianie, powie Ci, że w Twoim wypadku to o dobrym wyniku na maturze można zapomnieć. Nie słuchaj tego i udowodnij, że te osoby się myliły i stać Cię na rewelacyjne rezultaty!

       Pamiętaj o odpoczynku.
Wkuwanie od rana do nocy nie przyniesie nic dobrego, bo przepracowany mózg na pewno nie będzie przyswajał wiadomości tak, by zostały w nim na dłużej.  Przerwy wpisz w grafik nauki, dzięki czemu, nie pozwolisz sobie na za dużo i nie zmarnujesz pół dnia na przewijanie fejsa, ale będziesz miał chwilę na złapanie oddechu. Warto wyjść na spacer, zjeść coś pożywnego, porozmawiać z bliskimi, wyciszyć się, posłuchać ulubionej muzyki.  Jeżeli jesteś już na granicy zmęczenia to po prostu odpuść i zrób kilka dni wolnego. Zadziała lepiej niż codzienne katowanie się.

     Znajdź odskocznie i nie zaniedbuj swojego hobby. 
Ja popełniłam ten błąd i teraz bardzo żałuję, bo ciężko wrócić mi do aktywności, które kiedyś dawały mi wiele radości. Zrób odwlekane prawko, naucz się nowego języka, nie odpuszczaj treningów, czytania książek, blogowania, grania w gry komputerowe, prób chóru itd., tylko dlatego, że masz maturę. Trzeba znaleźć równowagę, miedzy obowiązkami i relaksem. 

     Dbaj o siebie.
 Odpowiednia ilość snu, nawodnienie organizmu, wysiłek fizyczny i zdrowe odżywianie to powinna być norma. Oczywiście nie twierdzę, że zjedzenie czekolady zniweczy Twoje maturalne wyniki, jednak niezdrowy tryb życia raczej nie przyczyni się do polepszenia koncentracji. Osłabiony organizm łatwiej łapie różne infekcje, a jakoś nie chce mi się wierzyć, że z radością będziesz uczył się o bakteriach, samemu zmagając się z anginą.

To już chyba wszystkie rady, na to jak przetrwać przedmaturalny rok. Jakie są Wasze metody, by nie zwariować w przygotowaniach do egzaminu dojrzałości?

***

Kochani, kilka informacji odnośnie bloga i jego funkcjonowania :). Mam mnóstwo pomysłów na wpisy, czasem brakuje mi jednak weny do sensownego sklecenia kilku zdań, jednak postaram się by posty ukazywały się co tydzień, lub co dwa tygodnie - w niedzielne przedpołudnia (mam nadzieję, że studia nie pokrzyżują mi planów). Większa przerwa nastąpi jedynie na początku września, gdyż wyjeżdżam wtedy na wakacje i chciałabym ten czas maksymalnie wykorzystać na odpoczynek, więc pewnie wtedy nic nowego się tutaj nie pojawi. 
Jeżeli chcecie być na bieżąco z tym co u mnie i co nowego na blogu zachęcam również do śledzenia bloga na Instagramie: depozyt_mysli oraz dawania łapek w górę na Facebook'u.

2 komentarze:

  1. Cześć, zaglądam tu już od kilku wpisów, ale chyba jeszcze ani razu się nie odezwałam. :)
    Zacznę tym, że strasznie mi się podoba szata graficzna bloga, jest taki ładny i elegancki :D

    A co do notki, to też miałam gap year i strasznie wykończył mnie on psychicznie. Tak jak napisałaś, nieustające pytania 'po co' i 'dlaczego'. Obserwując znajomych na studiach miałam wieczne wrażenie, że stoję w miejscu, a sami znajomi mimo, że poczatkowo byli wyrozumiali, to z biegiem czasu im bliżej do matury to coraz bardziej się podśmiechiwali - w końcu oni to wielcy studenci, a ja dzieciak, który znowu zdaje maturę... Gdy już się dostałam na upragniony lek to usłyszałam nawet od jednej osoby, że była przekonana, że mi się nie uda...
    Tak więc nie wspominam dobrze tego okresu, ale koniec końców jestem tu gdzie chciałam być, więc było warto się pomęczyć (no dobra, teraz dalej się męczę, bo studia dają w kość, ale cii xD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się u mnie podoba :). Ja na szczęście miałam spore wsparcie w znajomych, choć nie ukrywam, że byłam trochę z boku na spotkaniach, bo ja nie miałam o czym opowiadać. Ale na szczęście się udało zrobić swoje :D.

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.