niedziela, 28 sierpnia 2016

Dan Brown "Kod Leonardo da Vinci" [recenzja]

Popełnione w Luwrze morderstwo ściąga na Roberta Langdona serię wypadków, które mogą doprowadzić go do odkrycia tajemnic, które byłyby w stanie przewrócić dzisiejszy świat do góry nogami. Jednak nie tylko on wyrusza w niebezpieczną podróż… Niektórym nie na rękę byłoby ujawnienie sekretu klucza sklepienia.





Przyznaję, że dawno nie recenzowałam żadnej książki, więc nie mam pojęcia co z tego wyjdzie. Ale na wstępnie mogę powiedzieć, że książka jest niezła, bowiem dawno już nie trafiłam na nic, co przeczytałabym od deski do deski i nie porzuciła w połowie. Ale dlaczego tylko niezła? O tym za chwilę.

Zacznę od tego, że mam talent do czytania książek z jakiegoś cyklu, zazwyczaj o tym nie wiedząc, nie zaczynam więc od pierwszego tomu. Tak było i tym razem, bowiem główny bohater pojawił się już wcześniej w książce Browna – w „Aniołach i demonach”.  Nie przeszkodziło mi to na szczęście w zrozumieniu fabuły, bowiem niewiele wątków z poprzedniej powieści pojawia się w „Kodzie…”. Jeżeli zaś idzie o głównego bohatera, ani on mnie grzał, oni ziębił. Dla mnie zupełnie nijaki. W przeciwieństwie do swojej partnerki Sophie i irytującego policjanta.
Przyznam, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki również ze względu na kontrowersje jakie swego czasu wywołała. Byłam niezmiernie ciekawa, czy autor rzeczywiście stawia tak śmiałe tezy, że mogą budzić oburzenie i przewracać fundamenty religii. I faktycznie, w książce sporo informacji, które jeśli okazałyby się prawdziwie, prawdopodobnie mogłyby doprowadzić do upadku chrześcijaństwa. Jednak czy są prawdziwe? Czy Zakon Syjonu faktycznie istnieje, a Maria Magdalena była żoną Chrystusa? Właśnie takie pytania zostają w głowie czytelnikowi tej powieści. I za to ogromny plus dla Browna, niezależnie od tego, czy przedstawione przez niego tezy, mają pokrycie w rzeczywistości. Książka, która zmusza do myślenia, to dobra książka.
Dlaczego więc dla mnie tylko niezła? Po pierwsze przez tempo wydarzeń. Kiedy akcja nabiera tempa, nagle główni bohaterowie muszą omówić historię powstawania „Ostatniej Wieczerzy”, zapoznać się z długim opisem poszukiwań Świętego Grala, czy wymienić po raz 263983 członków Zakonu Syjonu. Przyznam, że niezwykle mnie to irytowało, bowiem oczekiwałam raczej książki pełnej sensacji, zwrotów akcji i napięcia, co wydarzy się za chwilę. Niestety nie przewracałam nerwowo kartek, by poznać dalsze losy bohaterów. A po drugie dlatego, że rozwiązałam zagadkę przed głównym bohaterem, a jeśli autor nie jest mnie w stanie wprawić przy zakończeniu w osłupienie, ocena książki drastycznie spada.
Jeśli nie macie więc pomysłu, jaką książkę wybrać na ostatni tydzień wakacji, może warto sięgnąć po „Kod Leonardo da Vinci”. Choćby po to, by zadać sobie samemu wiele pytań i pobudzić do szukania odpowiedzi. Po lekturze tej książki mam ochotę na przeczytanie, dobrej i ciekawej książki o historii chrześcijaństwa, razem z wszelkimi niedopowiedzeniami ze strony Kościoła itd., oraz pokuszę się na przeczytanie pierwszej biografii i będzie to biografia Leonardo da Vinci.
Moja ocena 5/10


Ktoś z Was czytał „Kod Leonardo da Vinci”, lub inne książki Browna? Co o nich sądzicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.