wtorek, 2 sierpnia 2016

STUDIA VS. ROK W DOMU

Dziś poruszę chyba najbardziej sporną kwestię, która nierozerwalnie łączy się z poprawą matury.
A mianowicie, czy przygotowując się do kolejnego podejścia do egzaminu dojrzałości  lepiej zostać w domu, czy może wybrać się na studia. A czy gdy już je podejmiemy to, czy warto zostawać na cały rok akademicki, czy może jedynie przezimować.


Ile osób, tyle opinii. Jedni uważają, że rok spędzony w domu to marnowanie czasu i stanie w miejscu. Dla innych to właśnie podjęcie studiów mija się z celem. Każdy będzie Waszym doradcą, nieważne czy ma o tym jakiekolwiek pojęcie. Myślę jednak, że zdecydowana większość otoczenia wywiera presję, żeby jednak iść na studia. No bo jak to, zostać w domu? Przecież nie będziesz chodził do szkoły. Na pewno się rozleniwisz i tylko zmarnujesz rok. Co powiedzą sąsiedzi?! I tak w kółko. Serio. Podjęcie tej decyzji nie będzie więc łatwe.
Dla mnie też był to trudny wybór. Choć w zasadzie, jeszcze w liceum założyłam, że jeśli przy pierwszym podejściu na medycynę się nie uda to zostanę rok w domu, a dopiero gdy nie uda się drugi raz pójdę na jakieś studia. Oczywiście kwestię tę omówiłam z rodzicami. Jakby nie było, to kolejny rok życia na ich rachunek. Było więc postanowione.  Jakim więc cudem znalazłam się na studiach? Przyznam, że był to w zasadzie przypadek. Weszłam na stronę interesującej mnie uczelni, a tam widniał wielki napis: UWAGA KANDYDACI. Myślę sobie, może to coś ważnego, zajrzę. Okazało się, że był to ostatni dzień rekrutacji na studia I stopnia, w tym na dietetykę, która miała być planem B w kolejnym roku. Szybko wykonałam więc telefony zaufania (rodzice, chłopak, chrzestna) i złożyłam aplikację. Tydzień później jechałam do Łodzi z dokumentami, przyjęta na I rok studiów. Nadszedł październik, spakowałam walizki. Wszystko szło zgodnie z planem. Może przez pierwsze dwa tygodnie. Dużo wtedy się działo, nie do końca wiedziałam jak mam się uczyć i w zasadzie co jest ode mnie wymagane. Ale miałam anatomię i chemię. Mogło się to chociaż przydać na maturze. Przygotowania do niej miałam rozpocząć dopiero w listopadzie, po wdrożeniu się w uczelniane życie. Szybko jednak okazało się, że spokojnie miałam na to czas już w październiku. Pod tym względem dietetyka spełniała więc swoją funkcję, miałam czas do nauki na maturę. A to było w końcu najważniejsze.
Z każdym dniem na uczelni docierało do mnie, że to nie jest to. Bo o ile sama staram się w miarę zdrowo jeść, interesują mnie zaburzenia odżywiania, to jakoś perspektywa najpierw studiowania dietetyki 5 lat, a następnie pracy jako dietetyk nie napawała mnie optymizmem. Wiedziałam, że nawet jeśli nie poprawię matury, kierunek studiów zmienię. Do tego doszła psychiczna załamka. Ponownie. I tak po dwóch miesiącach zapadła decyzja, że wracam do domu. I znów podniosły się głosy, mówiące, że to dobry pomysł,
 a to znów ktoś odradzał. Zdarzyła się nawet sytuacja, gdzie byłam przez jedną osobę przekonywana, że robię dobrze, a następnie dostałam w nocy sms-a, że w domu będzie mi źle. Uwierzcie mętlik w głowie narastał z każdą taką opinią. To, że zrobiłam dobrze, poczułam dopiero, gdy siedziałam w busie do domu. Była to ogromna ulga. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że rozwiązało to wszystkie moje problemy, przestałam mieć zły nastrój i z pełnią życia siadłam do biologii i chemii. Tak niestety nie było. Jednak w domu, miejscu gdzie jestem u siebie, było lepiej. Zmotywowałam się do nauki, opracowałam plan powtórek i zabrałam się do pracy. Oczywiście, gdybym poświęcała się tylko nauce to bym zwariowała, popołudniami udzielałam więc korepetycji. Najbardziej doskwierała mi w tym wszystkim samotność. Wszyscy znajomi wyjechali na studia, z rodzicami w zasadzie mijałam się w drzwiach. Czas wypełniony nauką leciał jednak bardzo szybko i nim się obejrzałam zaczęły kwitnąć kasztany.
Jaki jest więc wynik pojedynku studia vs. zostanie w domu? Dla mnie wygrała ta druga opcja. Nie byłabym jednak w stanie, z całkowitym przekonaniem polecić ją każdemu. Bo być może dla innych studiowanie okaże się lepszym pomysłem. Plusem bycia w domu jest przede wszystkim nieograniczony w zasadzie czas, który można przeznaczyć na naukę do matury. Jest to też tańsza opcja, szczególnie jeśli zdecydujecie się pracować. Zostanie w domu ma też swoje wady. Jeżeli wszyscy Wasi znajomi wyjadą na studia, momentami będzie ciężko, kiedy oni będą chwalić się swoim studenckim życiem, a Wy piątkowe wieczory będziecie spędzać z Witowskim. Tracicie także zniżki i ubezpieczenie zdrowotne (by je uzyskać można np. zarejestrować się w Urzędzie Pracy). No i narażacie się na wieczne wysłuchiwanie, najbardziej irytującego pytania: uczysz się do matury?
No to teraz studia. Plusy: poznajesz nowych ludzi, z których wielu również poprawia maturę, więc możesz uczyć się razem z nimi. Obowiązki uczelniane narzucają jakiś zewnętrzny rygor, który niejako zmusza nas do pracy. Na niektórych kierunkach, wykładane przedmioty mogą przydać się na maturze. Poznajesz środowisko akademickie, więc gdy już dostaniesz się na wymarzony kierunek, nie musisz zastanawiać się co to są seminaria, kolokwia, wejściówki i rozbójniki. Jednak! Na bardziej wymagających kierunkach możesz mieć problem z pogodzeniem obowiązków studenta i nauką do matury. Utrzymanie w innym mieście też kosztuje, a dodatkowo dochodzą rozpraszacze jak chociażby imprezy (jak mieszkasz w akademiku, to jesteś ich częścią czy tego chcesz czy nie). Jeśli więc zdecydujesz się na studia, miej pewność, że będziesz je w stanie pogodzić z maturą. Dobrze by było, gdyby zapasowy kierunek dawał Ci satysfakcje i gdyby nie udało się w kolejnym roku dostać na ten wymarzony, byś bez żalu na nim został.

A Wy uważacie, że lepiej zostać w domu, czy może jednak studiować? Jakie są według Was plusy i minusy tych dwóch opcji? Zapraszam do dyskusji.

5 komentarzy:

  1. Ja postawiłam wszystko na jedną kartę. Dlatego nie poszłam na studia, po to tylko żeby iść i studiować coś, co nie leży w kręgu moich marzeń. Przez cały rok walczyłam o to, żeby jak najlepiej poprawić maturę i jasne, że wszyscy wokół studiowali i opowiadali jak to jest super, a ja słuchałam o każdym kolokwium, o nowych znajomych, o zniżkach i Bóg wie czym jeszcze :-D Tylko co z tego, skoro miałam swój cel, a to tak szybko minęło.. teraz jestem tam, gdzie chciałam i sama stanowię źródło opowiastek, z osiągniętym celem i żadnym żalem, że wcześniej nie zaznałam tej uczelnianej atmosfery.
    Dużo buziaków :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądzę, że najlepiej jest podjąć studia zaraz po szkole. Jeżeli zrobimy sobie przerwę to niestety już pewnie nie wrócimy na nie :). Taka jest niestety prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to kwestia samozaparcia. Mój tato też był przeciwny bym została w domu, z obawy, że już na studia nie wrócę. Ale nie zawsze uda się dostać na wymarzony kierunek za pierwszym razem i czy wtedy jest sens studiować coś co zupełnie nam nie leży? Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  3. Ja poszedłem na studia zaraz po szkole. Nie żałuję, szybko dostałem po nich pracę, a czas spędzony na uczelni uznaję za udany. Jednak nie dla każdego są studia, wszystko zależy od gustu i upodobań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnosiłam się głównie do osób, które nie dostały się na wymarzony kierunek i zastanawiają się czy lepiej wybrać inny kierunek, czy skupić się na poprawie matury i zostać rok na przeczekanie :).

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.