sobota, 29 października 2016

Wiedza tajemna - jak rozwiązywać arkusze maturalne z biologii

Początkowo chciałam napisać jeden post dotyczący rozwiązywania arkuszy maturalnych. Myśląc jednak nad formą tego wpisu, doszłam do wniosku, że w zasadzie specyfika matury z biologii i chemii jest zupełnie różna, tak samo jak różny był mój system rozwiązywania i sprawdzania matur z tych dwóch przedmiotów. Jako, że na blogu jest już wpis o tym, jak przygotowywałam się do matury z biologii, dzisiejsza część, jak łatwo możecie domyśleć się po tytule, będzie dotyczyła tego przedmiotu. Później pojawi się post o moim przygotowaniu do matury z chemii, a po nim część o rozwiązywaniu chemicznych maturek. Mam nadzieję, że takie ułożenie postów będzie dla Was wygodne. No, ale dość tych kwestii organizacyjnych. Przejdźmy do właściwego tematu.



Pierwsze i zasadnicze pytanie, to kiedy zacząć rozwiązywać arkusze?
Jeżeli jesteście w klasie maturalnej polecam robienie ich jak najwcześniej. Pozwoli to Wam po prostu obyć się z tymi zadaniami, będzie to też doskonała forma powtórki. No ale co z zadaniami, które zahaczają o treści, których jeszcze nie przerobiliście? Moim zdaniem warto chociaż spróbować je wykonać, a po zrobieniu arkusza doczytać dane zagadnienie. W trakcie gap year, uważam, że lepiej najpierw gruntownie przerobić materiał w teorii, rozwiązać trochę zadanek z różnych zbiorów, a dopiero potem wziąć się za arkusze. Ja zaczęłam rozwiązywać je w okolicy połowy grudnia.

Jak się do tego zabrać?


Przede wszystkim zaplanujcie, kiedy będziecie rozwiązywać arkusze i zróbcie wszystko żeby przez te 180 minut nic nie było w stanie Wam przeszkodzić. Poinformujcie domowników, by przez ten czas Was nie zagadywali, wyłączcie powiadomienia z fejsa i wyciszcie telefon. No a skoro mowa już o czasie, nastawcie minutnik. To bardzo ważne, by mieć świadomość, czy zwyczajnie wyrabiacie się z wykonaniem wszystkich zadań, ich sprawdzeniem i ewentualną korektą.



Matura bywa jednak nieprzewidywalna i przy pierwszym podejściu, w połowie czasu byłam dokładnie w połowie arkusza, gdzie normalnie, te które rozwiązywałam w domu, już kończyłam. Wiedziałam wtedy, że muszę się spiąć i zacząć zwyczajnie szybciej myśleć. Podczas maturalnego treningu pamiętajcie więc o kontrolowaniu upływającego czasu.

Mamy więc zapewniony spokój, sekundy zaczynają odliczać naszą trzygodzinną udrękę, czytamy pobieżnie pierwsze zadanie i cali szczęśliwi bierzemy się za pisanie odpowiedzi. Hola, hola! Zasadniczy błąd przy rozwiązywaniu matur z biologii to niedokładne czytanie poleceń, w których często zawarte są słowa klucze tj.: wyjaśnij, uzasadnij, wykaż, itd.. Robiąc zadania warto je sobie podkreślić, ułatwi to formułowanie odpowiedzi.

No właśnie, odpowiedź musi wbić się w klucz i to jest chyba największy problem i największa bolączka maturzystów, którzy stają do boju z arkuszem z biologii.
Jak odpowiadać, by podbić serce egzaminatora wpasowując się w zaproponowany szablon odpowiedzi?
Niestety, nie ma na to żadnej złotej rady, chyba poza tylko jedną: przez cały rok cholernie ciężko pracować nad tymi arkuszami. Skupiać się na ich rozwiązywaniu, czasem może napisać sobie dwa warianty odpowiedzi i przede wszystkim rzetelnie sprawdzać swoje prace. Wydaje mi się, że jest to nawet ważniejsze niż samo rozwiązywanie zadań. Ich sprawdzanie. Przede wszystkim uważne i szczere. Jak pisałam w jednych z poprzednich postów, wolicie sami odjąć sobie punkty na takich próbnych maturach, czy chcecie by w maju zrobił to egzaminator? Przyznam, że nie jest to łatwa sprawa i czasem sama już rzygałam analizowaniem kluczy odpowiedzi. Jednak uważam, że jest to jedyna skuteczna metoda, by w końcu zrozumieć, jakimi prawami rządzą się oceny arkuszy z biologii. 

Ponadto, stosowałam metodę, którą teraz roboczo nazwę: jak krowie na rowie. Wyobraźcie sobie, że Wasze odpowiedzi będzie czytał ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o biologii i nie domyśli się, o co Wam chodziło. Niestety, ale bardzo łatwo stracić czasem punkty przez brak w odpowiedzi pewnych oczywistych faktów. Egzaminator jednak nie wie, że są one dla Was oczywiste i kiedy ich nie ma, nie może założyć, że to wiecie. Nie ma wymaganej części odpowiedzi, nie ma punktu.

W moim przypadku wyglądało to tak, że arkusze rozwiązywałam zazwyczaj w weekendy. Nigdy nie robiłam też więcej niż dwa z jednego przedmiotu, bo więcej nie ma sensu. Mózg nie będzie w stanie przez tak długi czas intensywnie pracować. Zazwyczaj był to jeden arkusz podstawowy (tak, moim zdaniem podstawy też warto sobie rozwiązać) i jeden arkusz z zakresu rozszerzonego. Robiłam wszystkie matury z OKE od 2005 roku, a po ich skończeniu wszystkie, które wpadły mi w ręce.
Rozwiązywałam wszystkie zadania. Nawet jeśli nie znałam lub nie byłam pewna odpowiedzi. Na maturze nie ma ujemnych punktów, nie ma więc sensu zostawiać pustych miejsc. Czasem warto strzelić, a może w ten sposób uda nam się zdobyć kilka dodatkowych punktów.
Po skończeniu arkusza, robiłam kilkunastominutową przerwę i brałam się za jego poprawianie. Zadanie po zadaniu, porównywałam swoją odpowiedź i te, które pojawiły się w kluczu. Mitem jest, jakoby trzeba było napisać to słowo w słowo. Owszem, pewne elementy jak już wspomniałam, muszą się w odpowiedzi znaleźć, jednak jeśli jest poprawna merytorycznie, egzaminator ma obowiązek przyznać Wam punkt. Klucz jest też elastyczny i modyfikowany w oparciu o odpowiedzi maturzystów. Muszę pochwalić OKE, że w tym roku przygotowało wyjątkowo rzetelny i dokładny klucz, który nie pozostawiał wielu niejasności i nieścisłości, jak bywało to w poprzednich latach.
Analizowanie przykładowych odpowiedzi, powodowało, że z czasem zwyczajnie nauczyłam się  odpowiadać w pewien charakterystyczny, schematyczny sposób. Jeżeli moja odpowiedź była zła, lub miałam wątpliwości, czy egzaminator przyznał by za nią punkty, kolorowym długopisem zapisywałam obok jedną z przykładowych odpowiedzi. Starałam się też doczytywać te tematy, które sprawiły mi trudność.
I tak zadanie po zadaniu, arkusz po arkuszu. Do znudzenia. A pod koniec kwietnia przeglądałam jeszcze raz wszystkie arkusze i analizowałam błędne odpowiedzi. Inaczej nie byłabym w stanie chyba pojąć zasady pisania „pod klucz”.

Wrzuciłam na instagrama post, czy macie jakieś pytania odnośnie rozwiązywania arkuszy i oprócz tych o to jak rozwalić klucz, pojawiło się jedno, dość nietypowe. Czy trzeba bardzo wczytywać się w teksty źródłowe? No i jak to zrobić kiedy jest ich dużo i kiedy są obszerne, a czas jak wiemy jest ograniczony? Przeczytanie tekstu źródłowego i to nie pobieżne, a dokładne jest podstawą do rozwiązania zadania. Jak zyskać na czasie? Polecam trick, jaki kiedyś poznałam na lekcji polskiego. Najpierw przeczytajcie pytania do tego tekstu, wtedy w trakcie czytania będziecie wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę. Przeczytajcie tekst powoli, raz, a dokładnie, zaznaczcie te fragmenty, które będą Wam pomocne przy formułowaniu odpowiedzi, by wracać jedynie do kawałków tekstu, a nie całości. I najważniejsze, nie przepisujcie tekstu źródłowego! Musicie skonstruować własną odpowiedź.

Mam nadzieję, że pomogłam komuś tym postem. Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie śmiało, postaram się rozwiać wątpliwości :).



2 komentarze:

  1. Super :) bardzo przydatny post :) napiszesz też może coś o książkach z ktorych korzystalas? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że post Ci się podobał :). A w tym poście znajdziesz książki z jakich korzystałam: http://depozyt-mysli.blogspot.com/2016/10/biologia-jak-przygotowac-sie-do-matury.html. Wszystkie maturalne tematy odnajdziesz też pod etykietą "poradnik maturalny". Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.