piątek, 11 listopada 2016

Chemia - moja nauka w liceum i w trakcie gap year, materiały, błędy i rady

Było o biologii, dzisiaj przyszedł czas na chemię. Ten przedmiot, w przeciwieństwie do biologii, chyba nigdy nie zyskał mojej dużej sympatii w trakcie szkolnej nauki. W zasadzie dopiero podczas roku przerwy, gdy starałam się zrozumieć ten przedmiot, pojawiła się jakaś drobna fascynacja tym tematem.

 Matura z chemii jest jednak bardziej przewidywalna niż z biologii (a przynajmniej tak mi się wydawało) i podczas gap year bardziej skupiłam się na tym przedmiocie. Jeżeli jesteście ciekawi jak wyglądała moja nauka chemii w szkole, podczas gap year, z czego korzystałam, jakie mam rady i jakie popełniłam błędy to zapraszam do czytania dalej.


Pierwsze chemiczne kroki…
…postawiłam oczywiście w gimnazjum, gdzie miałam po raz pierwszy styczność z tym przedmiotem. W pierwszej klasie uczyła mnie starsza nauczycielka, której się po prostu bałam, na lekcjach robiłam więc wszystko by pozostać niezauważoną, a chemia zaczęła być dla mnie czarną magią, choć oceny miałam niezłe, ale wykuć można wszystko. W drugiej klasie wcześniej wspomniana nauczycielka odeszła na emeryturę, a mnie zaczęła uczyć chemii moja późniejsza wychowawczyni w liceum. To ona, otwierając kółko chemiczne, zasiała we mnie malutką fascynację chemią. Od razu zaznaczę, że nasze kółko było i jest kółkiem praktycznym, a nie czysto teoretycznym klepaniem tysiąca zadanek.

Chemia w liceum
W pierwszej klasie nadal miałam tą samą nauczycielkę chemii. Jednak pierwsze półrocze to dla biol-chemów strata czasu, przez wprowadzenie bezsensownego podręcznika podstawowego, który jednak trzeba zrealizować. Później zaczęliśmy rozszerzenie i tu dopiero zaczęła się zabawa, bo od drugiej klasy zmieniono mi nauczyciela ( na szczęście wychowawczyni pozostała i dalej prowadziła nasze kółko). Dostaliśmy chemiczkę owianą legendami o mdlejących przy odpowiedzi uczennicach, sprawdzianach nie do przejścia. Słowem, kosa. I nie powiem, na początku rzeczywiście bardzo przykładałam się do nauki chemii, bo nauczyciel bardzo wymagający, ale z czasem jakoś zupełnie straciłam do tego zapał, a i sposób tłumaczenia materiału zupełnie do mnie nie przemawiał.
Podobnie jak z biologii, wiodącym wydawnictwem podręczników była Nowa Era. Korzystaliśmy też ze starych zbiorów z Operonu, zbioru Pazdry oraz oczywiście Witowskiego.

Klasa maturalna
Z perspektywy czasu, już chyba wtedy czułam, że chemię umiem tak po łepkach. Postanowiłam się jednak nie poddawać i wkuwałam jej spore ilości. Jednak to był właśnie błąd. WKUWANIE. Wydawało mi się, że nie pojmę nigdy tego materiału, więc po prostu go wykuję. Jednak nowa matura wymaga całkiem sporej dozy myślenia i myślę, że to gubi wielu maturzystów. Powtarzałam na własną rękę, bądź z M., bo prowadzone konsultacje maturalne, nie odpowiadały moim potrzebom. Uczestniczyłam też nadal w kole chemicznym i przyznaję, że zobaczenie doświadczeń w praktyce, ba! nawet możliwość ich wykonania, bardzo pomaga w nauce. Wyszło jak wyszło, czyli 75%, choć i tak spodziewałam się gorszego wyniku.

Gap year
Do poprawy matury postanowiłam podejść taktycznie. Wiedziałam, że biologia może być nieprzewidywalna i w zasadzie, po prostu trzeba mieć mnóstwo szczęścia, żeby trafić na zadania pod siebie, a potem w klucz.  Chemia jednak wydawała się bardziej ujarzmiona. Wiadomo, że będzie redoks, liczenie stężenia, hybrydyzacja, doświadczenie na odróżnienie dwóch substancji. Takie chemiczne pewniaki. Stwierdziłam więc, że zacisnę zęby i choć nie przepadam za tym przedmiotem, to spróbuję go zrozumieć, przerobić setki zadanek i właśnie matura z chemii otworzy mi drzwi uczelni medycznych.
Podobnie jak z biologii, zaczęłam od gruntownego przerobienia teorii. Zaczęłam trochę od końca, czyli od organicznej, bo ten dział był moją achillesową piętą. Później sięgnęłam po pozostałe tematy. Materiał skończyłam w grudniu i zaczęłam robić zadania. Korzystałam ze zbioru Medyka, a jeżeli jakiś dział sprawiał mi problemy sięgałam też po zadania z Witowskiego, Operonów, Nowej Ery. Wydrukowałam też wszystkie dostępne matury CKE, ich zbiór zadań i informator z chemii i rozwiązywałam, czasem setki zadań dziennie. Jak widzicie, moja nauka chemii i biologii była bardzo podobna.
Bodaj w kwietniu stworzyłam zeszyt, który nazwałam „najlepszym skrótem chemii”, gdzie wpisałam wszystkie najważniejsze reakcje, wzory, zagadnienia . Skończyły mi się matury CKE, więc w przypadku chemii również rozwiązywałam te wydawane przez różne wydawnictwa, z tym zastrzeżeniem, że nie bardzo przejmowałam się osiąganym wynikiem, bo duża część z nich, ma mało wspólnego z maturą. Przejrzałam też podręcznik do postawy, bo twórcy matur lubią wrzucić jedno lub dwa pytania z tego materiału, a to łatwo zarobione i jak wiadomo cenne punkty.
Przyszedł pamiętny 13.05.2016, oczywiście piątek, a przede mną wylądował opasły arkusz i to już wzbudziło moje podejrzenia, że coś będzie nie tak. Wydawało mi się, że biologia była podejrzanie łatwa i złudne jest wrażenie, że dobrze mi poszło, więc na chemii muszę dać z siebie 150%.  Zaczęłam rozwiązywać zadania i przyznaję, gdy zaczęłam obliczeniówkę łzy stanęły mi w oczach. Zadania, według mnie były bardzo niestandardowe, niewiele miały wspólnego z tymi, które CKE zaprezentowało w swoim zbiorze. Byłam więc wściekła, że tyle miesięcy ciężkiej pracy pójdzie na marne. Rozwiązałam więc te zadania na tzw. czuja, bo nie miały one żadnego znanego przeze mnie schematu (mimo zrozumienia chemii, zadania mają pewne schematy i chcąc nie chcąc uczymy się ich, bo w każdym zbiorze są notorycznie powtarzane – mało jest zadań wychodzących poza maturalną schematyczność ), jak później się okazało, dobrze. Mimo dość sporej liczby zadań udało mi się zdążyć ze wszystkimi zadaniami i sprawdzić pracę.

Najważniejsze w przygotowaniu do matury z chemii
Zrozumienie materiału. Jak nie z tej książki, to z innej. Jak Wasz nauczyciel Wam nie umie tego wytłumaczyć, zapytajcie innego, albo kolegę, albo na forum. Ktoś Wam w końcu wyjaśni to jak krowie na rowie.  Druga sprawa to przerobienie tysięcy zadań. Nawet jeśli wydaje Wam się, że dany temat opracowaliście do perfekcji i zrobiliście z niego 999 zadań, to zróbcie to 1000, bo może to właśnie taki typ zadania rozłoży Was na maturze. I wiem, bo sama tak miałam, że czasem już nie będziecie mogli patrzeć na kolejne zadanie, w którym pytają Was o to samo, co 621 zadania wcześniej i możecie wyrecytować odpowiedź wyrwani ze snu o 2 w nocy, jednak to jest podstawa sukcesu na maturze z chemii.
A Wy, jakie macie sposoby na naukę chemii?

Linki do materiałów:


4 komentarze:

  1. Świetny post, rady bardzo praktyczne! :) czy możesz podać swojego maila ? Ponieważ nie mogę nigdzie znaleźć adresu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę: depozyt_mysli@op.pl (dane do kontaktu znajdują się w zakładce Blog :))

      Usuń
  2. Polecasz kosztołowicza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szczególnie bardzo do gustu przypadły mi jego podsumowania :) Polecam właściwie wszystko to, co wymienione w poście.

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.