czwartek, 1 grudnia 2016

Biały fartuch, zapach formaliny i mdlejący studenci czyli...


Wchodzisz do szarego, odrapanego budynku. Od progu uderza Cię duszący zapach formaliny. Zdajesz w szatni kurtkę, zakładasz biały fartuch. Idziesz wąskim korytarzem w gronie niemrawo wyglądających studentów nerwowo przeglądających swoje notatki. Schodzicie do piwnicy. Zapach robi się coraz bardziej intensywny, zaczynasz czuć mdłości. Zimne, białe światło migoczącej świetlówki podkreśla zielony kolor twarzy koleżanki z grupy. W końcu są. Drzwi z ogromnym napisem PROSEKTORIUM.

Wiesz, że na ucieczkę jest już za późno… Przybierasz więc maskę pewności siebie i powtarzasz sobie w głowie, że na pewno nie będzie tak źle, jak straszyli Cię znajomi z wyższych lat. Wychodzi po Was prowadzący. Ma poszarzały fartuch, groźną minę i przeszywające spojrzenie. Prowadzi Twoją grupę do sali, gdzie już od wejścia uwagę każdego przykuwają czarne worki na stołach. Prowadzący rozsuwa zamek, zapach formaliny uderza ze zdwojoną siłą. Mózg potrzebuje chwili, by zrozumieć co widzą oczy. Nim jednak zdążysz się na tym skupić, widzisz jak kolega po przeciwnej stronie stołu bezwładnie osuwa się na ziemię. Prowadzący pomaga przywrócić go do żywych, a potem jak gdyby nigdy nic zabiera się do sekcji leżących przed Wami zwłok. Masz napady mdłości, więc szybko wybiegasz do toalety, by tam spędzić resztę zajęć…

Właśnie takie skojarzenia ma wiele osób, kiedy pomyśli o tym, jak wyglądają zajęcia w prosektorium i jakie towarzyszą temu emocje. Chociaż z samym miejscem miałam już do czynienia na dietetyce (choć nie mieliśmy wtedy dostępu do preparatu), to byłam bardzo ciekawa jak to wszystko będzie wyglądało na lekarskim.
Uzbrojona w biały fartuch, rękawiczki i atlas wyruszyłam do Collegium Anatomicum na pierwsze ćwiczenia. Pracownicy Zakładu wprowadzili nas do sali i kazali czekać na prowadzących. Jako, że jeszcze nie ogarnialiśmy swoich grup, siadłam z przypadkowymi ludźmi i zaczęliśmy gadać jak to będzie. Oczywiście nie obyło się bez historii, jak to kuzynka jednej z dziewczyn po zobaczeniu zwłok dziecka rzuciła te studia, albo znajoma znajomej zemdlała podczas ćwiczeń. Pojawiły się pytania, jak wyglądają te ciała, czy już dziś je dostaniemy do obejrzenia. Starałam się uspokoić te bardziej panikujące osoby, że przecież w sylabusie są kości i zapewne to je właśnie dzisiaj będziemy omawiać, a nie dostaniemy całych preparatów.
W końcu pojawili się asystenci. Wiecie jak wyglądały nasze pierwsze zajęcia? Przez dobre pół godziny staraliśmy się odpowiedzieć na pytanie co to jest kość? A później faktycznie mogliśmy te omawiane kości (wtedy akurat kręgosłup i żebra) obejrzeć. Nic strasznego. I tak jest chyba na większości uczelni, bo niezależnie czy omawia się anatomię układami, czy topograficznie, to zazwyczaj pierwsze ćwiczenia z bloku są o kościach. Jeśli się mylę, dajcie znać w komentarzach, czy już na pierwszych zajęciach mieliście kontakt z preparatami np. mięśni.

No dobrze, wiemy już, że ten pierwszy raz w prosektorium wcale nie jest taki straszny i nie ma czego się obawiać. Ale jak wygląda pierwszy raz, kiedy do obejrzenia mamy całe ciało? A tak było już na drugich zajęciach. Siedzieliśmy przy naszych stołach ( w sali jednocześnie zajęcia ma 4 grupy) i powtarzaliśmy strzępki naszej wiedzy. Nagle zrobiło się ciszej, bo do sali zostały wniesione czarne worki. Jedni zerkali na nie z błyskiem ciekawości w oku, inni trochę bardziej nerwowo. Przyznam, że mnie samej zrobiło się trochę „dziwnie” i nieco się zestresowałam, że to zaraz i co będzie jak zemdleję. Jednak część teoretyczna, która zawsze poprzedza oglądanie preparatów pozwoliła mi się uspokoić i kiedy przyszło co do czego, nie miałam już najmniejszych oporów by podejść do zwłok i je obejrzeć, czy dotknąć. Było to niesamowite uczucie, móc zobaczyć jak wygląda nasze ciało od środka. Zapach do najprzyjemniejszych nie należy, ale da się to wytrzymać bez większych problemów, a ja mam dość wrażliwy nos. Widok jest zaskakujący i szczerze, do dziś, czasem nie dociera do mnie, że przede mną leży człowiek, który kiedyś oddychał, pracował, śmiał się, podróżował, płakał i kochał. Ale wydaje mi się, że czasem trzeba się do tego zdystansować, bo inaczej zamiast skupiać się na nauce i zrozumieniu co  gdzie leży, zrobi nam się zwyczajnie źle, rozkojarzymy się i niewiele wyniesiemy z tych zajęć, a nie po to te osoby poświęciły swoje ciało. Być może dla kogoś, kto nigdy nie miał z tym styczności wydać się to może bezduszne, ale chciałam dodać, że nie spotkałam się z przypadkiem żartów i „zabawy” preparatami. Mam bardzo profesjonalną grupę.  A no i dodam, nikt nie zemdlał, nikt nie wymiotował. Przez te dwa miesiące tylko raz zdarzyło się, że ktoś zemdlał, a raczej nie ze względu na widok czy zapach (do tego można przywyknąć), ale raczej dlatego, że w pomieszczeniu zrobiło się po prostu trochę duszno.

Podsumowując, zajęcia w prosektorium to nic strasznego, a przerażające historie o ćwiczeniach z anatomii, można włożyć między bajki. Jak Wy wspominacie swoje pierwsze ćwiczenia w prosektorium?

2 komentarze:

  1. Medycyna to zupełnie nie moja bajka, ale zajęcia w prosektorium brzmią szalenie interesująco, może dlatego, że zawsze fascynowały mnie pogrzeby, śmierć i trupy - tak, wiem jak to brzmi. 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście jest bardzo interesująco, bo można zobaczyć jak to wszystko w środku nas się "mieści" i jak jest zbudowane, bo kolorowa rycina w atlasie to czasami zupełnie inna bajka :)

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.