czwartek, 16 marca 2017

Drugi semestr…

przyszedł i jak na razie daje mi solidnie w kość. Czuję się jakby znów był październik i nie wiem czasem w co mam włożyć ręce. Ale powoli przyzwyczajam się do nowych przedmiotów i zaczynam łapać jak powinnam się ich uczyć. Mam też mocne postanowienie, by wygospodarować więcej czasu dla siebie i rozwijania swoich pasji. Mam nadzieję, że uda mi się ta sztuka. A post ten piszę w podróży, bo udało mi się rozszerzyć trochę weekend i wyrwać do domu.

Drugi semestr przyniósł takie nowości jak chemia medyczna, parazytologia z mykologią, socjologia, historia medycyny, a  później do tego zacnego grona dołączy jeszcze biostatystyka i prawo. Chciałabym od kwietnia wcisnąć gdzieś jeszcze powtórki do sesji, ale nie mam pojęcia jak tego dokonam. Jeśli więc znacie jakieś sposoby na rozciągnięcie doby – piszcie koniecznie!

Wrzucam ten post, choć wiele on nie wnosi, bo kilka osób chciało więcej postów o takim codziennym życiu studenta medycyny.  Jak widzicie, z boku może wydawać się, że to same nudy i nauka i rzeczywiście, czasem jest to głównie nauka, ale w końcu sama się w to wpakowałam. A poza tym ta nauka potrafi być pasjonująca. Jeśli natomiast dalej jesteście ciekawy i chcecie widzieć życie na lekarskim od kuchni, to zapraszam na instagrama @depozyt_mysli.

Zmykam pisać dalej posty i delektować się podróżą, a Wam życzę miłego weekendu.

2 komentarze:

  1. Boże drogi, ja też miałam plan, żeby w połowie kwietnia zacząć już ogarniać do sesji, bo boję się, że nie zdążę zwłaszcza z anatomią :( a parazyty zajmują tyle czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się na szczęście przyjemnie uczy tych parazytów :). Damy radę!

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.