sobota, 24 czerwca 2017

Bullet Journal się nie sprawdził

Na ubiegłorocznych wakacjach odkryłam coś takiego jak Bullet Journal i…przepadłam. Szybko kupiłam piękny zeszyt, kolorowe pisaki i całe multum naklejek. Przebierałam w tysiącach zdjęć z inspiracjami i taka byłam zafascynowana, że przysiadłam i chyba w przeciągu tygodnia rozrysowałam kalendarz na cały rok akademicki. Jak się jednak później okazało, wszystko na marne…



Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o BUJO to odsyłam Was do mojego wpisu o tej metodzie planowania Bullet Journal - co to takiego? Moje pierwsze wrażenia. Przyznam, że dalej uważam ją za genialną w swojej prostocie – w końcu czy może być coś lepszego od własnoręcznie stworzonego kalendarza?  U mnie jednak ta metoda się nie sprawdziła. Studia szybko zweryfikowały moje umiejętności zarządzania czasem. Rozbite przez zajęcia dni, nowe obowiązki dorosłego życia i przede wszystkim ogrom nauki, do której nie wiadomo jak się zabrać. Miałam więc problem, żeby rozplanować naukę na poszczególne dni i rozpisać ją w BUJO. Każdy temat wymaga innego nakładu pracy i czasu, a ja nie miałam wtedy o tym pojęcia. Dodatkowo niepotrzebnie rozpisałam strony z takim wyprzedzeniem i nie mogłam ich potem modyfikować względem potrzeb. Minusem był też rozmiar mojego kalendarza, który skutecznie dodawał wagi mojej torbie. Bardzo szybko znudziły mi się też wszystkie Habbit Trackery i listy. Rzuciłam więc BUJO w kąt, przez tydzień próbując z cienkim zeszytem i rozpisywaniem jedynie tygodnia do przodu. Też nie wyszło.

Zaczęła się więc jazda bez trzymanki i w sumie brak planowania. Zwyczajnie starałam się uczyć na bieżąco, mając  w pamięci, że wtedy i wtedy mam jakieś większe zaliczenie. I tak przetrwałam pierwszy semestr. Drugi był bardzo krótki i szybko zaczął się nawał zaliczeń, więc wiedziałam, że muszę coś wymyślić, bo inaczej się w tym pogubię. Wydrukowałam więc miesięczny kalendarz od My PinkPlum i okazało się to strzałem w dziesiątkę, a później sama zaczęłam tworzyć takie kalendarze. Bardzo mi pomaga takie rozpisanie wszystkich obowiązków, bo wtedy dużo łatwiej ogarnąć jest priorytety i ustalić taktykę. Nie umiem jednak zaplanować, że danego dnia będę robiła tyle i tyle stron, albo ten i konkretny temat. Czasem mam dzień, że mogę siedzieć w książkach od świtu do nocy, a czasem po 2 godzinach mam dość, więc tylko bym się frustrowała, że nie wykonałam planu.

Jak więc planować czas na medycynie? Mam nadzieję, że kiedyś się tego dowiem i będę mogła podzielić się z Wami tą wiedzą. Może na początek spróbujcie zwykłego kalendarza albo rozpiski na miesiąc? A może akurat u Was sprawdzi się Bullet Journall? Polecam jednak nie kupować zbyt grubego zeszytu i robić szczegółowe rozpiski najwyżej na tydzień do przodu.
Dajcie znać jakie Wy macie sposoby na planowanie nauki i obowiązków. Może znajdę coś dla siebie!


***


Wybaczcie, że ostatnio nie jestem tutaj zbyt aktywna, ale dość mocno zajmuje mnie sesja. Przede mną jeszcze dwa egzaminy: praktyczny i teoretyczny z histologii, a potem upragnione wakacje. Obiecuje wtedy sporo postów odnośnie pierwszego roku i nie tylko! Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało – planuję kolejną część Q&A J

2 komentarze:

  1. Póki co nie jest mi to potrzebne, ale nie wiem czy dla mnie - osoby nie zorganizowanej - takie coś byłoby dobre. Czekam na posty!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie jestem aż tak zorganizowana by prowadzić taki zeszyt i planować- ciągle albo na coś nie mam czasu albo zwyczajnie siły. Ale pomysł był fajny, nawet jeśli z realizacją nie do końca wyszło :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze, także te z konstruktywną krytyką. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu :).

Komentarze obraźliwe będą usuwane.